czwartek, 29 stycznia 2015

Starter I

Na trening z Jiraiyą wyruszyłam krótko po moich ósmych urodzinach. Zniknęliśmy na dwa lata. Co robiliśmy? Gdzie byliśmy? Naprawdę dużo podróżowaliśmy i jeszcze więcej trenowaliśmy. Dalej rozwijaliśmy moją szybkość, ale to nie był główny cel. Przede wszystkim pracowaliśmy nad opanowaniem chakry Kyuubiego oraz wyczuwaniem jakiejkolwiek energii znajdującej się w otoczeniu, bynajmniej na początku. Przekonałam się, że wszystko ma chakrę i to pozwoliło mi na wymyślenie nowej techniki... Może źle to ujęłam. Jeszcze jej nie stworzyłam, chwilowo mam tylko teorię i wielki plan. Rok po naszym wyjeździe wybuchła wojna. Dla jasności, nie siedziałam bezczynnie i nie obserwowałam rozwoju zdarzeń. Razem z Ero-senninem wykonywaliśmy małe misje, głównie zwiadowcze. Właśnie tym zajęliśmy się w drugiej części mojego szkolenia - tropieniem, śledzeniem, zwiadem i cichym zabójstwem. Pewnego razu Sannin zdradził mi, że jest to szkolenie typowe pod służbę w ANBU. Więc tego chcą dla mnie w przyszłości?

Pierwszym miejscem jakie odwiedziliśmy był Kraj Śniegu. To ciekawe doświadczenie... Kraj ten jest nadzwyczaj rozwinięty, mimo wiecznie panującego mrozu i śniegu. Niestety nie miałam okazji przyjrzeć się mu bliżej, ponieważ Jiraiya zabrał nas do najbardziej surowych i pierwotnych miejsc w tym państwie. Zatrzymaliśmy się w jakiejś grocie. Ponoć nie wiało w niej zbyt mocno i można było rozpalić ogień. Ponoć. Nie wiem dokładnie, bo obcowałam poza schronieniem przez cały czas. Mój jakże kochany sensei grzał swój skromny dobytek w środku, a mnie nie pozwalał wejść. Dał mi jedną wskazówkę: "chakra jest sposobem na przetrwanie". Przez pierwsze godziny starałam się ruszać, biegać i podskakiwać, by nie stracić jakiejś części ciała z powodu odmrożenia. Wierzcie mi, aktywność fizyczna w czasie zamieci bywa trudna. Po trzech dniach miałam naprawdę dość. Zero snu, zero jedzenia, zero ciepła. Moja chakra była na wyczerpaniu. Za każdym razem kiedy udawało mi się rozpalić ogień za pomocą jutsu, śnieżyca nie dawała mu szans na życie dłuższe niż cztery minuty i osiemnaście sekund. Staruch oczywiście śmiał się, ilekroć skierował wzrok na mnie. Czwartego dnia dałam spokój. Usiadłam na wydeptanym śniegu i przestałam zawracać sobie tym głowę. W końcu Jirayia nie pozwoli mi tu umrzeć, prawda?! Obok przeleciał jastrząb. Nie wiem co robił w tych okolicach, ale fakt, że żył pokrzepił moją duszę. Skupiłam się na nim. Był jedną wielką energią - był pełen chakry. Zaczęłam w ten sposób kontemplować skały, zamarznięte roślinki, a nawet śnieg. Wszystko żyło. Chakra stała się widoczna dla mojego oka. Starałam się nią manipulować i przyciągnąć do siebie. Niestety nic z tego. Ale wtedy stał się inny cud. Ktoś pacnął mnie w ramię.
- Na ten tydzień starczy. Chodź do środka. - Jirayia - sensei nareszcie się nade mną zlitował, wpuścił do ciepłej groty, nakarmił i pozwolił zasnąć. Przez następnym miesiąc trenowałam z sensei w górach taijutsu. Wszystkie ciosy musiały być perfekcyjne, inaczej mogłeś spaść ze szczytu robiąc nieprzemyślany unik lub niecelnym uderzeniem wywołać lawinę i zmusić się tym do ucieczki.

Kolejne cztery miesiące przebywaliśmy w Kraju Wody, w Wiosce Ukrytej we Mgle. Jirayia miał tam przyjaciela, który pomagał nam w treningu. Dziwny z niego człowiek. Shingo jest stary jak Pustelnik i tak samo zboczony. Nawet podobnie wygląda. Ma długie, kolczaste szare włosy i czarne oczy. Chodził w zniszczonych łachmanach. Twierdził, że skoro wszędzie panuje mgła to i tak nikt nie będzie zwracał uwagi na jego strój. Na początku zastanawiałam się jak on cokolwiek widział w tej mgle?! A co dopiero podglądał kobiety?! Nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Shingo to mistrz, jeśli chodzi o wyczuwanie chakry. Gdy Jirayia opowiedział mu o zdarzeniu z Kraju Śniegu, mężczyzna spojrzał na mnie z wyzwaniem.
- U mnie tak łatwo ci nie pójdzie. - Rzekł wręczając mi zatyczki do uszu i, co mnie zdziwiło, nosa. Kazał stanąć mi na środku jeziora.
- Musisz odeprzeć mój atak. - Po tych słowach podał mi jeszcze opaskę na oczy. Nie było to łatwe zadanie. Przyjaciel Jiraiyi nie uderzał mnie mocno. Jednak za każdym razem wpadałam do wody. Po paru tygodniach zaczynałam odskakiwać. Wiele mi to nie dało, bo prędzej czy później i tak wypływałam z jeziora. Ale! Powoli zaczynałam wyczuwać jego obecność i nie wymagało to ode mnie wielkiego skupienia. Coraz rzadziej też lądowałam w wodzie, ponieważ nauczyłam się przekazywać chakrę dokładnie w to miejsce, na które upadałam. Przy pierwszych próbach wyglądało to zabawnie, bo używałam za dużo chakry i wyrzucało mnie w górę. Z upływem dwóch miesięcy wykrywanie chakry stało się dla mnie naturalne. Wtedy zmodyfikowaliśmy trochę mój trening. Oprócz unikania ataków Shingo, musiałam rzucać nożami kunai w Sannina. Na początku myliłam go nawet z rybami, ale po miesiącu potrafiłam znaleźć bez używania zmysłów kogo tylko chciałam. Zaczęłam zauważać nawet ślady zostawiane przez jutsu wykonanych przez shinobi wioski. Ostatni miesiąc spędziłam na nauce jak ukryć własną energię. Nigdy nie zapomnę jak siedziałam skulona w krzakach przez całe dwanaście godzin, przez które Jirayia - sensei i Shingo mnie szukali.

Tak upłynęło pół roku. Następne pół roku spędziliśmy w Kraju Trawy. Skupialiśmy się głównie na moim rozwoju fizycznym i manipulacji natury chakry. Był to czas naprawdę ciężkiej pracy, biorąc pod uwagę moją niechęć do pracy nad muskulaturą. Dlatego opowiem tylko o jednym dniu spędzonym w tym kraju.
- Kami! - Przywołał Sannin. Rozkładaliśmy obóz pośrodku lasu. - Spójrz na to drzewo. - Zerknęłam na wielki dąb. Był potężny, miał rozkwitnięte liście. Dużo liści.
- I co z nim? - Mruknęłam nie wiedząc o co może chodzić mojemu sensei.
- Wejdź na nie bez pomocy chakry i przynieś mi liścia, który jest najładniejszy. - Wdrapałam się na sam szczyt. Rósł sobie tam ciemnozielony, duży, kształtny liść. Jak dla mnie był najlepszy. Zeszłam i podarowałam go Pustelnikowi. Obejrzał go, podotykał i jeszcze raz obejrzał.
- Miał być najładniejszy, Kami! - Osądził ostatecznie. Musiałam ponownie wejść na drzewo i zerwać inny liść. Sytuacja powtarzała się wiele razy. Bardzo wiele razy. Byłam mocno wytrącona z równowagi, kiedy Jiraiyia wyrzucił listek, który zerwałam. Ostatni, bo na drzewie nie było już żadnych liści.
- Przecież ten rozkaz nie ma sensu! - Krzyknęłam i z frustracją opadłam na ziemię,
- No właśnie, Kami. Nie wszystkie rozkazy naszych szefów mają sens. Trzeba zawsze samemu analizować sytuację. Widzisz, niepotrzebnie zniszczyłaś bardzo ładne drzewo. Przypomniało mi to jedną historię z czasów mojej młodości... - Nie usłyszałam już tego wspomnienia. Na pewno zboczonego. Zamyślona poszłam do swojego namiotu.

Potem zaczęła się wojna, Umiejętności nabyta wcześniej, teraz przydawały się do unikania kłopotów oraz infiltracji. Przez sześć miesięcy podróżowaliśmy tworząc siatkę szpiegowską i zbieraliśmy informacje na temat innych nacji, czyli wykorzystaliśmy w praktyce to czego już się nauczyłam. Oprócz tego próbowałam opanować podstawowe techniki natury innej niż wiatr i ogień. Udało mi się z ziemią. Zaczęłam też eksperymenty ze kształtem chakry. Na koniuszkach moich palców zaczęłam tworzyć malutkie ostrza, nie większe niż igły, ale bardzo ostre. Nic więcej na razie nie opanowałam z tej dziedziny. Często też grywałam z Jiraiyią w shogi, to taka gra strategiczna. Ponoć rozwija logiczne myślenie. Parę razy udało mi się wygrać. Jak patrzę na to z perspektywy czasu, to było to przygotowanie do najbliższych miesięcy.

Ostatnie pół roku nie odbyliśmy w żadnej wiosce. Zatrzymaliśmy się w lesie, z dala od cywilizacji. Ale to nic dziwnego skoro ćwiczyliśmy moc Kyuubiego. Codziennie uwalniałam jak najwięcej ogonów sprawdzając do ilu jestem w stanie to kontrolować. Było to niebezpieczne. I nie bardzo podobał mi się ten pomysł, jednak Jiraiya wiedział dobrze na co się naraża. Na początku nie było źle. Zaczęła kontrolować i wzmacniać swoje ataki chakrą Kyu, póki nie przekraczało to siły trzech ogonów. Raz stało się to, czego się obawiałam. Straciłam kontrolę i zaatakowałam Ero - sennina. Po całym zdarzeniu na klatce piersiowej Sannina została duża blizna z odznaczającymi się sześcioma ogonami. Tak wpłynęło to na białowłosego, ale mnie wywarło to inne wrażenie. Stałam przed kilkudziesięcio metrowym lisem. Dzieliła nas gruba krata. Czułam jego oddech na mojej twarzy.
- Czemu nie mogę tego opanować?! - Krzyknęłam. Wiedziałam, ze wrzaski nic nie dadzą, ale byłam zbyt zdenerwowana.
- Huh... Sama stoisz sobie na przeszkodzie. - Basowo roześmiał się Kyuubi no Kitsune.
- To znaczy? - Spytałam rzeczowo. Mimo, że od naszego ostatniego spotkania minęły trzy lata, a ja trochę urosłam to woda dalej sięgała mi kostek, a ciemność była tak samo wszechobecna.
- To twoja mroczna część ci na to nie pozwala. - To ostatnie słowa jakie usłyszałam nim wróciłam do rzeczywistości. Gdyby nie liczyć rany Jiraiyi, to jedyną pamiątką po tym spotkaniu jest moje prawe oko. Zmieniło  kolor z niebieskiego na krwistą czerwień.

Ero - sennin nim wróciliśmy do wioski odwiedził ze mną jeszcze jedno miejsce. To on chciał tam iść, co mocno mnie zdziwiło. Nie wiem jak nazywało się to miasteczko, ale nie było duże. Za to strasznie głośne. Jiraiya miał tam starą znajomą, która okazała się fryzjerką i handlarką w jednym. Nie chciałam nosić żadnych masek jak Kakahi, aby zasłonić to oko. Co nie zmienia faktu, że mimo wszystko chciałam je zakamuflować. Kana, bynajmniej tak mi się przedstawiła, wymyśliła coś aby mi pomóc. Usiadłam na jej fotelu fryzjerskim i pozwoliła pracować.  Moje blond kosmyki nadal były bardzo długie, jednak teraz niechcianego gościa zasłaniała grzywka sięgająca lekko za linię żuchwy. Kana podarowała mi również nowy strój. Niebieską koszulkę na długi rękaw z elastycznego materiału. Trochę nad i pod łokciem miała ściągacze, co zapewniało mi pełną swobodę ruchów. Do tego dostałam czarne legginsy oraz wysokie jasnoniebieskie sandały oraz nową kaburę na broń. Teraz oprócz nowych zdolności zyskałam nowy strój. Mogłam wracać do Wioski Liścia, do domu.

Podróż nam trochę zajęła, w końcu trwała wojna. Równo po dwóch latach stanęliśmy przed bramą Konohy.
______________________________________________________________________
Mam nadzieję, że duma was rozpiera tak jak mnie. Wiem, straaaasznie dawno mnie nie było. Błagam nie bijcie. Ale dopiero teraz się rozchorowałam i miałam czas napisać. Dziwne, trzeba być chorym by mieć czas na przyjemność :o JEdnak dajmy spokój, zaczynamy SERIĘ II.

Czekam na jakieś komentarze, byłoby mia baaaarodzo miło :)

niedziela, 21 grudnia 2014

One shot: "Obserwować""

"Obserwować"


Naruto obserwował Kami jedzącą obiad. Siedział schowany za drzwiami kuchni. Miał wtedy niecałe dwa latka. Sam dziwi się, że to pamięta. Dziewczyna pomału kroiła kawałek mięsa, a potem z gracją godną członka rodziny królewskiej włożyła go do ust i powoli przeżuwała. To samo stało się z ryżem i sałatką. Dokładnie w tej kolejności. Po zakończonym posiłku blondynka wstała i umyła talerz oraz sztućce. Oparła się o zlew i na chwilę spuściła głowę w dół, jakby mocno się nad czymś zastanawiała. Łzy spływały po policzkach Kami, później spadały na ziemię. Naruto wydawało się, że za każdym razem kiedy łza zderzała się z posadzką słyszał trzask. Nagle zapanowała cisza. Młody Namikaze wychylił się lekko ze swojej kryjówki. Widział jak chwilę później jego ciocia rzuca talerzem o ścianę głośno coś wykrzykując. Dźwięk tuczonej porcelany odbił się echem w całym domu.
- To moja wina, Obito... - To jedyne słowa jakie zrozumiał Naruto. Słowa wypowiedziane szeptem. Chłopczyk poczuł ogromną chęć przytulenia się do Kami, dlatego wyszedł zza drzwi, które przeraźliwie skrzypnęły. Blondynka wystraszona spojrzała w jego kierunku. Uśmiechnęła się na widok swojego bratanka. Niestety jej oczy dalej były smutne.
- Nie przejmuj się Naruto. Upadł mi talerz. Zaraz posprzątam. Idź się pobaw. - Jednak chłopiec się nie ruszył. Dziewczyna westchnęła, wyniosła Naruto z progu pomieszczenia i zostawiła go na dywanie w salonie. Przyniosła mu zabawki i włączyła radio po czym wróciła do kuchni zamykając za sobą drzwi. Mimo muzyki płynącej z głośników nadajnika dwulatek słyszał tylko odgłos rozbijających się naczyń i trzask łez...Ale mógł tylko obserwować...

Rodziców Sasuke nie było w domu, dlatego pięciolatek o północy opuścił swój pokój i udał się na taras by pooglądać nocne niebo. Ktoś mu kiedyś powiedział, że jeśli będzie bardzo dobrym obserwatorem szybciej uaktywni Sharingana. Uchiha położył się na hamaku. Z tego miejsca oprócz nieba mógł zobaczyć całą rodową posiadłość. Z tej strony miał idealny widok na okno od pokoju jego brata - Itachiego. Nadal miał zapalone światło i to może właśnie dzięki niemu zauważył postać młodej dziewczyny siedzącej na zewnętrznym paracie. Zastukała w szybę oddzielającą ją od pokoju Itachiego. Nim starszy Uchiha wpuścił ją do środka, dziewczyna spojrzała na Sasuke i mrugnęła do niego. Była to Kami Namikaze, wszędzie rozpozna tak jasne włosy. Tylko dlaczego jej ubranie było całe we krwi? Sasuke przypatrywał się jak jego brat pomaga wejść blondynce do środka, a potem zaczyna na nią krzyczeć. Kami ze skruchą wpatrywała się w swoje nogi przy okazji opatrując znajdujące się na nich rany.
- Nie powinno cię tam być. Danzo jest niebezpieczny... - Tyle zdążył usłyszeć Sasuke nim Itachi zamknął okno. Potem mógł tylko obserwować...

Shikamaru siedział obok swojego ojca, gdy ten grał w shogi z Kami. Dziewczyna była częstym gościem w ich domu. Zwłaszcza w ostatnim czasie. Zbliżała się wojna. Chłopiec patrzył się na planszę i analizował każdy z możliwych ruchów dla obu stron. Jego tata wygrywał, jednak Namikaze jeszcze miała szanse. Musiałaby jedną z najsilniejszych figur poświęcić na rzecz innych. To było proste zagranie. Dziwił się czemu dziewczyna tego nie zrobiła. Głupio oddała wygraną.
- Przegrałaś. To było jedyne możliwe wyjście, aby zdobyć nasz cel. - Shikamaru odniósł wrażenie, że jego ojciec mówi o czymś więcej niż o shogi.
- Mogłam powstrzymać Itachiego... - Szept dziewczyny obiegł całe pomieszczenie. Jej dłonie zwinęły się w pięści. Młody Nara mógł tylko obserwować jak Kami wychodzi...

Sakura dostrzegła siostrę Yondaime Hokage rozmawiającą z jej mentorką - Tsunade. Dziewczyna była blada, ale się uśmiechała. Haruno pomyślała, że już dawno nie widziała jej takiej wesołej. Za to Tsunade wcale nie było do śmiechu. Z powagą mówiła do Kami, ale ona zdawała się jej nie słuchać.
Zadowolona Namikaze lekko podskakiwała i przestępowała z nogi na nogę.
- Pamiętaj, że znikanie to nie rozwiązanie... - Sakura nie wiedziała o co chodzi. Mogła tylko obserwować...

Kami obserwowała nową drużynę siódmą. Kakashi właśnie coś gadał. Westchnęła. Nie poznawała już tych ludzi. Czas uciekał, a ona zamiast spróbować za nim nadążyć wolała poszukać śladów zostawionych po jego ostatniej wizycie. W takich momentach przypomina jej się definicja słowa "dom" jaką kiedyś powiedziała jej mama. "Dom" to coś do czego chcesz wracać. Jej "dom" został brutalnie zburzony... przez domowników... A ona? Mogła tylko obserwować...
___________________________________________________________
Mamy to! Wiem, czekacie na rozdział a ja tu z one shotem. Wybaczcie ale miałam dziką ochotę napisać coś właśnie w tym kierunku. Liczę, że rozdział uda mi się napisać w przerwie świątecznej. Pozdrawiam :)

piątek, 28 listopada 2014

Rozdział XIX cz.II

ROZDZIAŁ XIX cz.II

Z dedykacją, dla wszystkich, którzy chcą kierować swoim losem...

Nigdy nie myślałam, że ucieszę się na jego widok. Pierwszy raz miałam ochotę go uściskać i nosić na rękach. Stałam naprzeciw Kakashiego Hatake, patrząc na niego z uwielbieniem i niemym błaganiem w oczach. Proszę Hatake, zabierz mnie stąd, uratuj przed złą wiedźmą - Tsunade. Sam szarowłosy przyjrzał się najpierw mi, a następnie przeniósł wzrok na Hokage.
- Chciałaś się ze mną widzieć, Piąta? - Serio, Stary, serio?! Tylko na tyle cię stać?!
- Ym, tak. - Ślimacza Księżniczka nie za bardzo wiedziała co powiedzieć Hatake. W sumie, wezwanie jounina było tylko pretekstem dla pozbycia się Naruto. Mimo wszystko, Tsunade nie przyznałaby się do tego przed samym zainteresowanym, dlatego postanowiłam się wtrącić.
- Tak, masz mnie oprowadzić po wiosce, powiedzieć jak mnie znalazłeś i tak dalej. - Wstałam i wyszłam ciągnąc za sobą Kakashiego i rzucając jakieś pożegnanie w stronę Hokage. Po wyjściu z budynku skierowałam się w stronę swojego domu. Mam nadzieję, że w ogóle istnieje, skoro nikt nie wie kim jestem. Hatake szedł zaraz za mną. Dalej trzymałam go za nadgarstek, brak oporu z jego strony wydawał się dziwny i odnosiłam wrażenie, że jeśli chociaż rozluźnię uścisk Kakashi zniknie. Nagle szarowłosy zatrzymał się. Pomińmy fakt, iż był jak kotwica dla statku i z tego powodu prawie się wywaliłam. Zaryzykowałam, puściłam jego rękę i stanęłam naprzeciwko niego.
- Ponoć nie znasz wioski. Dokąd idziesz, Mała? - To powinien być moment, kiedy wymyślam jakąś błyskotliwą odpowiedz, ale przecież nazywam się Kami Namikaze...
- Ej! Wcale nie jestem mała! Nie wysoka, nie duża, przeciętnego wzrostu... Ewentualnie Młoda. - Kłótnia na pewno odwróci jego uwagę od pytania. Brawo! Jestem geniuszem!
- Młoda... Też może być, ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie, Mała. - Okey, może nie do końca zadziałał mój plan. Westchnęłam. Czas zagrać w otwarte karty. W najgorszym wypadku zamkną mnie w zakładzie psychiatrycznym. A co mi tam!
- Pomyślisz, że jestem dziwna...
- Wątpię... - Spojrzałam na niego z politowaniem. Usłyszy moją historię i na bank zaprowadzi mnie do lekarza. - Już tak myślę. - I dzięki tym słowom, zdałam sobie sprawę, że ten świat wiele się nie różni od mojego. Może nawet mogłabym tu zostać.
- Dzięki za wsparcie. - Burknęłam i zaczęłam streszczać zdarzenia z ostatnich dni? Godziny, albo lat?!

Kakashi spojrzał na mnie z dziwnym błyskiem w oku. Lekkim uśmiech błąkał się po jego twarzy. Zauważyłam to, po zmarszczeniach na jego masce.
- Najwidoczniej tak miało być. Nic się nie dzieje bez przyczyny. - Zaczął Hatake. Nie rozumiem do czego dąży. Ale jest postęp, idziemy teraz w stronę mojego domu, oczywiście, jeżeli w ogóle  stoi.
- Nie spodziewałam się tego po tobie. Byłej raczej zadufanym w sobie bachorem, którego nie sposób zmusić do uwierzenia w coś, czego nie obejmuje instrukcja obsługi. - Mężczyzna zaśmiał się. Spodobał mi się ten dźwięk. Trochę przypomina mi śmiech Minato. Taki szczery, z lekkim pobłażaniem na moje wyobrażenia. Zapadła między nami cisza. Chciałam zadać wiele pytań, ale nie wiedziałam od czego zacząć. Zbliżaliśmy się do dzielnicy Uchiha, kiedy przyszła mi na myśl jedna osoba...
- Moglibyśmy odwiedzić Itachiego? - W sumie nie wiem, dlaczego pytam o pozwolenie. Zawsze robiłam co chciałam.
-To nie jest dobry pomysł... Nie powinnaś wiedzieć wszystkiego, Mała. On... Nie jest taki jakim go pamiętasz... - Zatrzymałam się. Co chce przez to powiedzieć?! Posłałam szarowłosemu pytające spojrzenie.
- Posłuchaj Kami. Twój świat czeka ciężka próba. Musisz chronić swoich bliskich, swoją wioskę. Zapewnij Naruto rodziców. - Oficjalny ton, sprawił, że cały czas stałam wyprostowana i wpatrywałam się w twarz Kakashiego. - Jesteś w niebezpieczeństwie. Uważaj na siebie. - W tym momencie usłyszałam świst i poczułam ogromny ból w klatce piersiowej. Upadłam na ziemię. Dookoła widziałam własną krew.
- Uratuj świat przed ciemnością serca. 

- DLACZEGO?! - Z krzykiem poderwałam się do pozycji siedzącej. Spojrzałam się na swoje ręce... Były małe jak u dziecka. Nogi, również były krótkie jak przed wypadkiem z Tsunade. Ja sama byłam ubrana w białą piżamę szpitalną i siedziałam w śnieżnej pościeli szpitalnej, a po mojej prawej stronie siedział mój brat z Kuschiną. Minato patrzył na mnie z uśmiechem. Poczułam ukłucie żalu. Sprawiam mojemu aniki tyle problemów, a on był cały czas przy mnie.
- Minato... Przepraszam. - Starszy Namiaze usiadł na skraju łóżka i przytulił mnie. Co chwilę powtarzał, że to on powinien przeprosić i że nigdy więcej, nie ma go tak straszyć. Nie zauważyłam kiedy Kuschina zostawiła nas samych.

POWRÓT DO NARRACJI TRZECIOOSOBOWEJ

Minął tydzień odkąd Kami wróciła ze szpitala do domu. Całe to zdarzenie z byciem dorosłą uznała za sen, mimo tego, nie zamierzała ignorować przestrogi Kakashiego. Po za tym, dla jego młodszej wersji starała się być milsza. Codziennie trenowała swoją sprawność fizyczną i kontrolę chakry. Ma zamiar opanować moc Lis, żeby już nikt nie musiał ginąć z jego powodu... z jej powodu. Teraz, późnym wieczorem, Kami siedziała w kuchni i popijała herbatę. Naprzeciwko niej zajmował miejsce Minato. Studiował jakieś zwoje. Jego kamizelka jounina wisiała swobodnie na oparciu od krzesła. Młoda Namiaze po raz kolejny utonęła we wspomnieniach.

Wysoki mężczyzna szykował w kuchni śniadanie, kiedy do pomieszczenia wpadła mała dziewczynka.
- Nie, Kami. - Powiedział blondyn nim dziewczynka zdążyła się odezwać.
- Ale dlaczego tato?! Proszę, pozwól mi przymierzyć twoją kamizelkę jounina. - Młoda Namikaze aż tupnęła nogą ze złości. - Dlaczego tato?!
- Bo to wielka odpowiedzialność, która może cię nawet zmiażdżyć. Sukces idzie na twoją chwałę, ale porażka...Zapada w pamięć na dłużej... - Mężczyzna patrzyła przez chwilę córce w oczy, a potem przeniósł wzrok na wejście do kuchni, a poprawnie, syna stojącego w wejściu.
- Prawda, Minato?
- Najszczersza, tato...

Kami z zapałem w oczach zerknęła na postać brata.
- Minato? - Blondyn nie zareagował.
- Minato! - Chłopak leniwie podniósł głowę, tylko po to by wyjrzeć za okno, a potem wrócić do lektury.
- Minato, nie ignoruj mnie! - Dziewczynka tupnęła nogą, a jej brat się roześmiał.
- Dawno tego nie robiłaś. - Mruknął łaskawie obdarzając ją uwagą. Blondyneczka uśmiechnęła się lekko, ale szybko spoważniała.
- Bo dorosłam. I chcę rozwijać się dalej... - Starszy Namikaze przestał przekładać zwoje. Wstał i oparł się o zlew.
- Co masz na myśli, siostrzyczko? - Kami wahała się jeszcze przez moment, aż w końcu pewnym głosem oznajmiła...
- Chcę wyruszyć na trening ze Zboczonym Pustelnikiem... - Mała jak zwykle nie pytała o zdanie. Wszystko musiało być tak, jak ona chce. To się raczej nigdy nie zmieni.
- A co on na to? - Na to pytanie wspomniany Sannin odpowiedział osobiście wyłaniając się niespodziewanie z głębi mieszkania.
- Jestem gotowy do drogi!

Koniec serii I


niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział XIX cz. I

Cześć! Dawno mnie nie było! Rozdział od miesiąca leżał nieskończony, ale w końcu się udało. Jest naprawdę długi! I tworzy w pewnym sensie osobną historie...Ale ma bardzo ważny wpływ na ciąg dalszy... Zapraszam do czytania!

Rozdział XVIII cz.II

Z dedykacją dla tych pełnych wiary w cuda...

Nie, to stanowczo nie jest śmieszne! Rytmiczne pikanie jakieś maszynki stale brzęczy mi w głowie! Wolę nie otwierać oczu! Nawet domyślam się co zobaczę! Okey, trzeba spróbować i się upewnić... Raz.. Dwa... Trzy... Głupi biały sufit i głupie białe ściany! Szpital! Wiedziałam! A niech to, znowu w coś się wpakowałam! Ale zaraz! Skoro tu jestem, to Minato też tu musi być! Zawsze jest! Obejrzałam się na lewo. Durne krzesło, durne okno i durny stolik. Przeniosłam wzrok na prawo. Durne szafka z lekami i jeszcze bardziej durna aparatura, a po moim kochanym braciszku ani śladu. Czyżby aż tak bardzo się gniewał za moją pomoc przy randce z Kushiną? Przecież za każdym razem kiedy budziłam się w szpitalu on było obok... A robiłam gorsze rzeczy... Skoro tak się sprawy mają, to coś się musiało stać... Może te okno nie jest takie durne, za jakie je miałam? Odłączyłam od siebie wszystkie kabelki i wstałam z łóżka. Z niepokojem zdałam sobie sprawę, że moje nogi sięgają posadzki. Stanęłam. Sufit, mimo że nadal odległy, znajdował się bliżej mojej głowy. Okno zaczeka. Ruszyłam w stronę szklanej szafki z lekami. Wpatrywałam się w dziewczynę, właściwiej kobietę, odbijającą się w niej. Długie blond włosy, niebieskie oczy, delikatne rysy twarzy, smukła sylwetka... Mogłabym być to ja, gdyby nie fakt, że kobieta miała odpowiednie kształty, ponad dwadzieścia lat i co najważniejsze sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu! Ręka kobiety powędrowała do twarzy, na której pojawił się grymas zaskoczenia. To chyba jednak ja... Tylko czemu starsza o jakieś piętnaście lat?! Hałas na dworze przypomniał mi o planie odnośnie okna. Nie ma co panikować! Stało się coś, co sprawiło, że jestem dorosła! A może przespałam tyle lat w śpiączce spowodowanej rozcięciem głowy po wpadnięciu na Tsunade?! Nie ważne. Trzeba się dostosować. Podeszłam do parapetu. Zawahałam się nim przekręciłam klamkę moich "wrót do świata żywych". Raz się żyje! Zamknęłam oczy i wykonałam ruch nadgarstkiem. Lekki powiew powietrza i wyraźniejsze krzyki uświadomiły mi, że czas zderzyć się z rzeczywistością!
Byłam na jakimś czwartym piętrze. Jak dla mnie pikuś. Chociaż lepiej tutaj zostać i się czegoś dowiedzieć. Trudno. Na razie przyjrzę się źródle kłótni.
- Naruto! Przez ciebie jestem już spóźniona do Mistrzyni. Ugh! - Piskliwy głosik na oko 15 - letniej dziewczynki rozbawił mnie. Tylko do kogo ona mówi?! Daszek budynku zasłania mi widok. Nie ważne, raczej ten cały Naruto nie przebije tak różowych włosów.
- Och, Sakura - chan! Znasz mnie! Zresztą wytłumaczę wszystko Babuni! -  Boi się starszej pani? Ciekawe o kogo chodzi? Hmm... Nie mam czasu do stracenia. Muszę znaleźć jakieś ubranie. Rozejrzałam się po sali. Na szafce leżały ubrania. Sięgnęłam je z nie małym trudem. Chyba kiedyś należały lub miały należeć do mnie, bo pasowały jak ulał. Czarna sukienka sięgająca kolan, przewiązana w pasie moim ochraniaczem ninja, i czerwona chustka na szyi prezentowały się o niebo lepiej niż szpitalny fartuch. Wsunęłam nogi w sandałki stojące przy łóżku, a kaburę, łącznie z bronią, znalezioną w szufladzie stolika, przypięłam do lewego uda. Ostatecznie cofam słowa o inteligencji tych sprzętów. Jeszcze raz spojrzałam w tafle szkła. Moje włosy były naprawdę długie... Za długie. Wyciągnęłam nóż kunai i z jego pomocą ścięłam dość spory blond pukiel. Po chwili moja fryzura była do przyjęcia. Odłożyłam kunai na miejsce przy okazji przyglądając się reszcie uzbrojenia. Ciekawe... W moim wyposażeniu były noże czasoprzestrzenne Minato! Zaskoczona szybko dobyłam go do ręki. I w tym momencie wyczułam chakrę mojego aniki. Rozejrzałam się po sali. Pusto. Tylko ciche pukanie oznajmiło, że ktoś jest na korytarzu. Minato na ogół nie puka do mojej sali! Gość wcale nie czekał na zaproszenie.

Dziwne uczucie. Chciałam się rzucić mojemu bratu na szyję, ale coś mnie powstrzymywało. Minato zdawał się być inny... I wyglądał inaczej... Za młodo... I kto mu kazał włożyć taki śmieszny pomarańczowy kombinezon!?
- Minato? - odezwałam się cicho. Oczy mojego brata rozszerzyły się ze dziwienia. Wpatrywałam się w tego głupka zastanawiając się czemu tak stoi.
- Emm... Ja nie jestem... - Zaczął blondyn dziwnym tonem.
- Lepiej nie kończ tego zdania. Nie drażnij mnie lepiej! Co się stało, że jestem dorosła?! - Minato wyglądał na zbitego z tropu. Patrzył się na mnie jakoś dziwnie. Tak wiem, znowu użyłam tego słowa, ale to wszystko jest naprawdę DZIWNE! - Niech ja tylko dorwę Tsunade w swoje ręce! Niech ja tyl...
- Ale mam na imię Naruto! Nie wiem o kim pani mówi! Nie znam żadnego Minato! Jestem Naruto! I zostanę Szóstym Hokage! - Wrzask tego piętnastolatka wdarł się do mojej głowy. Nie jest moim bratem! A jest taki podobny! To kim jest?! Naruto Uzumaki! Uzumaki? Kushina... I ja jestem starsza... Szóstym Hokage?! To kto jest Piątym? A co ważniejsze co się stało z Czwartym?!
- Do diaska... Wiesz Naruto... To chyba za dużo jak na jeden dzień... - Oparłam się o łóżko nim nogi się pode mną ugięły. Ponownie zemdlałam.

Tym razem bez zastanowienia otworzyłam oczy. Podniosłam się do pozycji siedzącej. Znowu byłam sama w pokoju. Całe szczęście nikt nie przebrał mnie w szpitalną piżamę. Proszę, niech ktoś tu przyjdzie i mi wszystko wyjaśni!
- Naruto! Jak mogłeś ją zostawić samą i skoczyć na Ramen?! Może się obudzić w każdym momencie! - Och, chyba ktoś wysłuchał moich modlitw!
- Sakura! Daj spokój! Sama mówiłaś, że nie wiadomo kiedy się obudzi! - Nie ma to jak kłócące się dzieci! Nie zapominaj Kami, że sama jesteś dorosła od jakiś czterech godzin!Wstałam i z rozmachem otworzyłam drzwi.
- Cześć! Możecie już skończyć? Lepiej zaprowadźcie mnie do Hokage! Lub kogoś kto wie jak się tu znalazłam! - Naruto i jego koleżanka o różowych włosach, jak już wiem Sakura, zamilkli i chyba próbowali coś powiedzieć, ale nie potrafili stworzyć poprawnego zdania. Lubię zaskakiwać. Ludzie są naprawdę zabawni, kiedy są w szoku.

Pół godziny później siedziałam w gabinecie Hokage. O zgrozo! Była nim Tsunade. Razem z nami był Naruto. Nie mogłam przestać się na niego patrzeć. To za mało powiedziane. Otwarcie się na niego gapiłam.
- Przepraszam. Nim zaczniemy o czymkolwiek mówić to mogę zadać dwa pytania? - Zdziwiłam się słysząc swój własny głos. Zazwyczaj nie odnosiła się do nikogo tak spokojnie... Wręcz ulegle...
- Umm... Tak, oczywiście. - Spojrzałam na Tsunade. Potem znacząco na Naruto. Liczę, że Hokage zrozumie o co mi chodzi. Niezręcznie mi pytać o pewne sprawy przy chłopcu, który tak strasznie mnie dekoncentruje!
- Naruto... Poszukaj Kakshiego i wezwij go od mnie. - Blondyn szybko przytakną, przy okazji wypowiadając wiele - moim zdaniem - nie potrzebnych słów, i opuścił pokój. Wypuściłam powietrze, które nieświadomie zgromadziłam w płucach.
- Dziękuję. - Czułam się zagubiona. Kobieta siedząca przede mną jest hazardzistką i pijaczką. Kto powierzył jej tak ważne stanowisko?! Spokojnie, to zostawmy na później. Tsunade rozwaliła mi głowę, może nie do końca całe zdarzenie było jej winą, jednak w dużej mierze stało się to z udziałem mało subtelnego biustu Piątej, którym mnie staranowała.
- Więc pytaj!
- Ach, tak. - Wyrwałam się z zamyślenia. - Naruto... On... On jest synem Minato i Kuschiny? - Oczy Sanninki zmierzyły mnie nieufnie po czym spoczęły na panoramie za oknem. Z determinacją wpatrywałam się w plecy Kage. Chyba nie miała zamiaru mi odpowiedzieć. Z niecierpliwością wyjrzałam za okno i wtedy miałam ochotę zaserwować sobie mentalnego kopa w mój zgrabny tyłeczek... Od kiedy ja jestem taka zarozumiała?! Skup się na ciągu dalszym historii Kami!
Góra Hokage! Pięć twarzy wyrytych w skale widniejącej nad Wioską Liścia. Pełne dumy i odwagi. Przypominające o ciężkich i chwalebnych chwilach. Moją uwagę przykuła twarz Czwartego...

- Minato! Chcę zostać Hokage! - Trzyletnia dziewczynka wbiegła do kuchni, w której siedział jej starszy brat. Miał właśnie wyjść z domu. Maskę ANBU trzymał w prawej dłoni. Dziecko z uporem czekało na reakcje Minato. Objęło się rączkami i tupnęło nogą.
- Może kiedyś Kami... Kiedy mnie już nie będzie. - Nikły uśmiech zagościł na ustach ninja. Tego samego nie można powiedzieć o minie młodej Namikaze. Była pełna niezrozumienia i zagubienia.
- Ale... Co masz na myśli? Też chcesz być Hokage?
- Tak... Chociaż nie wiem, czy będę kiedykolwiek na to gotowy... - Minato wyjrzał za okno. Westchnął i ruszył do wyjścia z domu. Chwytał klamkę, gdy poczuł szarpnięcie za nogawkę.
- Ty jesteś najlepszy... Więc jak możesz nie być gotowy?! - Trzylatka bardzo się oburzyła. Miała wielki autorytet w starszym bracie.
- Bycie Hokage, Kami, to duża odpowiedzialność. Musisz chronić wszystkich. Tych których lubisz i tych, których nie lubisz. Musisz podnosić sobie poprzeczki. Sprawić by wszyscy czuli się bezpiecznie i żeby rzeczywiście tak było. To nie są same przywileje. Nikt nie będzie cię szanować za to, że jesteś Hokage, tylko za to co zrobisz jako Hokage. To podejmowanie trudnych decyzji... Poświęcenie siebie.  Możesz wpłynąć na cały świat... Wywołać wojnę, zachęcić do pokoju. To bardzo duża odpowiedzialność. Ważny jest też umysł, nie tylko siła. W byciu Hokage nie chodzi też o ciągłe wyzywanie innych na pojedynki, aby udowodnić jak mocny jesteś... Jeśli chcesz być dobrym shinobi, musisz pokochać swoją wioskę. Jeśli chcesz być dobrym Kage... Musisz pokochać cały świat! Zastanów się, kim dla ciebie jest Hokage, Kami... - Trzask drzwi wyrwał dziewczynkę z letargu. W sumie nie wiele zrozumiała. Ale ostatnie zdanie i serce z jakim mówił Minato nadał tej rozmowie bardzo podniosły charakter. 

- Więc ci się udało... Dorosłeś. - Mruknęłam pod nosem przyciągając uwagę Tsunade. - Rozumiem, że twoje milczenie to potwierdzenie. - Piąta kiwnęła głową. Nie mogła tak od razu. Pora na trudniejszą sprawę.
- Gdzie jest Minato? Kushina? - Bałam się najgorszego. Już nie obchodzi mnie skąd się wzięłam. Liczy się tylko moja rodzina.
- Czwarty Hokage i jego żona zginęli 15 lat temu. W starciu z Kyuubim. Pieczęć Kuschiny osłabła w czasie porodu Naruto i ktoś to wykorzystał. Demon się uwolnił. Poświęcili życie w walce Dziewięcioogoniastym, a samego Kyuubiego zapieczętowali w Naruto. - Głos Tsunade wydawał się bardzo dyplomatyczny. Wyprany z emocji, a raczej bardzo dobrze je maskował. Milczałam. Wszystko tu jest inne. Nie mogłam dorosnąć. Jakby w innym wymiarze.
- A teraz powiedz mi kim jesteś. Strasznie dużo wiesz. - Rzeczowy ton Hokage poruszył poje szare komórki do myślenia. Tsunade mnie nie zna! Lepiej... Udam, że wiele rzeczy nie pamiętam...
- Mam na imię Kami... Moja mam była shinobi Liścia... To jej opaska... Emm... Wdałam się w jakąś walkę i więcej nie pamiętam.- Z zażenowaniem spojrzałam na swoje palce. Brawo Kami, jąkaj się dalej. Trzeba było robić dłuższe przerwy między zdaniami.
- Rozumiem. - W tym momencie rozległo się pukanie. Ktoś naprawdę musi nade mną czuwać! - Wejść!

środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział XVIII

Kami nie mogła znieść faktu, że od, zdaniem Minato, feralnego wieczoru brat się do niej nie odzywa. Rozumiała, iż chciał ją ukarać, ale obojętność?! To dla niej za dużo, wolałaby, aby blondyn kazał jej sprzątać, spędzać czas z Kakashim lub zabronił treningów, jednak on postanowił z nią nie rozmawiać. Po prostu super! Kushina, mimo uszczerbku na zdrowiu, nie obrażała się na Kami i próbowała konwersacji z Minato. Jak się okazuje... Nieskutecznie. Tak więc mała Namikaze wyszła rano z domu trzaskając drzwiami i prychając z rozdrażnienia. Skierowała się w stronę pola numer siedem. Itachi, który jak zwykle po nią przyszedł, musiał ją gonić, gdyż panienka nie chciała na niego czekać.
- Wiesz Itachi... Chcesz człowiekowi pomóc, a on tego nie docenia. - Zaczęła blondynka w chwili dotarcia na miejsce zbiórki. Przysiadła na jednym z trzech pieników i kontynuowała rozgoryczona. - Wszystko się dobrze skończyło! Znowu dzięki mnie! A co mam w zamian?! No co, ja się pytam! - Zdezorientowany Uchiha wolał milczeć. Chociaż Namikaze patrzyła bezradnie na niego, on czuł, że lepiej nie odpowiadać.
- Figę z makiem! - Wrzasnęła na zakończenie niebieskooka. Właśnie ten moment na przybycie wybrał Asuma - trzeci członek drużyny ósmej.
- Ohayo wszystkim! Co macie takie ponure miny? - Sam Sarutobi uśmiechał się od ucha do ucha. Wczoraj spotkał Kurenai i zagadał do niej. Co ciekawsze, dziewczynka nie uciekła na jego widok! Nic nie mogło popsuć jego nastroju!
- Lepiej się już zamknij! - Warknęła na dzień dobry Kami i zdzieliła wesołego kolegę w tył głowy. Na pewno skończy się to na guzie.
- Hej, hej, hej! Miało być zero przemocy, dopóki nie odbędzie się trening! - Itachi z uwielbieniem w oczach spojrzał na Shikaku Narę, ich sensei, który właśnie przybył w kłębie dymu. Miał już dość zachowania przyjaciół.
- Należało mu się. Z chęcią poprawię. - Odparła jedyna obecna dziewczyna. Złożyła ręce na biodra i z wyzwaniem wpatrywała się w twarz mistrza. Miała dziś ochotę uderzyć w coś więcej niż Asumę. Nara również taksował Kami wzrokiem. Znał ją na tyle, aby wiedzieć co zrobić.
- Kami, idź lepiej do domu. Uspokoisz się i wrócisz jutro. Trening przeprowadzę z chłopakami. - Powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. Namikaze spuściła głowę i powolnym krokiem oddaliła się z pola.
Nawet miska Ramen nie była w stanie poprawić humoru młodej Namikaze, ale jej pech miał dopiero się zacząć. Kiedy opuszczała Ichiraku wpadła na wysoką, blondwłosą kobietę. Rzeczą, która naprawdę wpadała w oko był jej wydatny biust. To znaczyło tylko jedno...
- Uważaj jak chodzisz, Mała! - Krzyknęła w stronę Kami. Dziewczynka znała skądś ten głos. A zwłaszcza zapach.
- Na pewno, gdybyś wczoraj wieczorem sobie nie wypiła, nam obu zaoszczędziłabyś tej przykrości Tsunade - Mruknęła nie do końca zorientowana w sytuacji Namikaze. Upadając po zderzeniu z kobietą uderzyła się głową o rozbitą butelkę. Świat wokół niej lekko wirował. Dotknęła rączką obolałego miejsca. Spojrzała na dłoń. Była cała we krwi.
- Już ci pokażę, co się dzieje kiedy zadzierasz z Tsunade! Masz szczęście, że jesteś poszkodowana. Mała! - Oczy Sanninki zdawały się płonąć gniewem. Ludzie przebiegali obok nich, aby tylko nie stanąć w "polu rażenia". Młodsza blondynka tylko się roześmiała.
- Okey, ale najpierw mnie złap. - Po tych słowach Kami zemdlała prosto w pijackie ręce Tsunade.


poniedziałek, 10 lutego 2014

Informacje

Nie, to nie nowy rozdział. Dziś tylko chwilka. Na początku na blogu pojawił się chat i zapraszam do korzystanie z niego :) Po drugie założyłam drugiego bloga. Inna tematyka, ale może komuś się spodoba, albo ma kogoś kto coś takiego lubi. Jest to FanFiction Potterowskie, ale proszę nie zrażajcie, może jednak wam się spodoba i przeczytajcie chociaż prolog. Link: http://wiem-ze-mnie-pokochasz.blogspot.com/

Dzięki za uwagę!

czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział XVII

Z dedykacją dla tych, którzy we mnie uwierzyli...

Razem z Minato szliśmy przez wioskę podziwiając niebo pełne gwiazd. Poprawka! On szedł, a ja siedziałam mu na plecach, cała w makaronie, sosie pomidorowym oraz z opuchniętą kostką. Mimo wszystko była to najlepsza randka w moim życiu. I znów nic by nie było tak wspaniałe, gdyby nie Kami i jej bark wiary w romantyczność blondyna. A więc zaczęło się...

Kiedy Namikaze wypadł z domu cały w skowronkach, ja pobiegłam do swojego pokoju. Jako, że jestem kobietą potrzebowałam dużo czasu, aby wybrać odpowiedni strój. Cała moja garderoba walała się po podłodze, łóżku, lampie, a mój ulubiony dres prawie wyleciałby przez okno, jednak zjawiła się Kami łapiąca go.
- Czy ty wiesz do czego służą drzwi? - spytałam karcąc ją wzrokiem. Zachichotała, a w niebieskich oczach pojawiły się iskierki radości.
- Spodziewałam się po tobie bardziej kreatywnego pytania Kushina-chan. No nie wiem, na przykład... "Może zamontować w oknach kraty?", albo "Sprawdzimy czy równie dobrze weszłabyś tutaj przez kanalizację?". - Blondynka zaczęła przechadzkę po MOJEJ sypialni, bezczelnie przeglądając MOJE ubrania! Droczy się ze mną! Kami 1, Kushina 0. Nie potrafiłam się na nią gniewać, bo kiedy zauważasz jej oceniające spojrzenia lub chociażby słyszysz jej głos masz ochotę się roześmiać. Tak też zrobiłam. Cały stres związany ze spotkaniem z Minato odszedł.
- Obiecuję. Następnym razem bardziej się postaram. - Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Już wiem jak się na ogół czuje mała Namikaze. Dziwne, że ją mięśnie twarzy nie bolą.
- Przyjęłam. - mruknęła w odpowiedzi, a następnie zlustrowała mnie wzrokiem. Aha... Zaczyna się przesłuchanie. Zaśmiałam się w duchu. - Przejdę do sedna. Gdzie? Kiedy? Z kim? I w jakim celu? - z każdym pytaniem stała co raz bliżej mnie. Przerażająca! Jedyne słowo opisujące w tym momencie niebieskooką. Wzięłam głęboki wdech. Czemu akurat ona wchodzi mi na głowę?! Nikt inny tego nie potrafi! To pewnie przez ten wygląd aniołka, ale to tylko pozory.
- Gdzie? Sama jeszcze nie wiem. Kiedy? Dziś wieczorem. Ty powinnaś już wtedy spać. - Kami chciała zaprotestować, jednak nie dałam jej dość do słowa. - Z kim? - Tu zatrzymałam się na chwilę. - Może najpierw w jakim celu? Na randkę. - O tak. W końcu Kushina wychodzi na swoje. Bezcenne! Widzieć Namikaze w stanie głębokiego szoku! Kami 1, Kushina 1. - A wychodzę z twoim bratem. - Teraz to ją zagięłam. Szok się powiększy, a Uzumaki zdobędzie punkty. Zielonooka przyjrzała się blondynce, a jej radość z wyniku opadła. Siedmiolatka skakała z zadowolenia. Nim czerwonowłosa się zorientowała, Kami wybrała dla niej strój i uczesała. Kushina przejrzała się w lustrze i zaniemówiła. Miała na sobie krótką brzoskwiniową spódniczkę oraz czarne legginsy. Bluzka była w tym samym kolorze co spódniczka, o japońskim motywie. Na nogach fantastycznie się prezentowały czarne balerinki. Czerwone włosy miała rozpuszczone, tylko grzywkę spięła na bok, aby jej nie przeszkadzała.
- Wyglądasz genialnie. Brawa dla mnie! - Kami teatralnie się ukłoniła. Nagle krzyknęła przerażona i rzucając krótkie pożegnanie wyszła... Co ciekawe używając drzwi. Nigdy nie pojmę tego dziecka!

Do mojej randki z Minato zostało pół godziny... Jak to wyśmienicie brzmi... Randka z Minato!... MOJA radnka z MINATO! Kushina uspokój się już! Sprzedałam sobie mentalnego "liścia" w policzek. Nigdy, ale to przenigdy, nie myślałam, że będę się tak ekscytować z powodu spotkania z chłopakiem! Okey, już mi minął pierwszy stan euforii. Nie widziałam żadnego członka rodziny Namikaze od południa... Trochę mnie to martwi... Zwłaszcza nieobecność Kami. Ona zawsze coś knuje! Spojrzałam na zegarek. Pięć minut. Zeszłam już na parter. Jeszcze minuta! Usłyszałam pukanie do drzwi. Prawie się zabiłam biegnąc do nich! Nacisnęłam na klamkę. Blondyn stał ubrany w czarne dżinsy oraz jasną niebieską koszulę. Idealnie pasowała do jego oczu! W ręku trzymał kolorowe róże. Każdy płatek miał inną barwę. Uwielbiałam te kwiaty! Minato zrezygnował dziś z ochraniacza ninja, który zazwyczaj nosił na czole, dlatego blond kosmyki zabawnie spadały mu na oczy. Od razu poczułam zapach jego perfum - pachnia wiosną. Wiem, dziwne porównanie, ale naprwdę tak było! Tak jak wiosna tworzy nowe życie, tak woń Namikaze dawała mi nową nadzieje. Zresztą on cały roztaczał wokół siebie optymizm. Może to jednak nie był zapach wiosny, a mi się tylko to wydawało? Nie ważne.
- Cześć. Gotowa? - Jego dźwięczny głos przywrócił mnie na ziemię. Obdarzył mnie szerokim uśmiechem. Gdyby nie fakt, że wiem, że to niemożliwe, to powiedziałabym, iż uniosłam się co najmniej pięć centymetrów nad ziemię.
- Jasne. Gdzie mnie zabierasz? - Teraz i ja się uśmiechnęłam. Zapewne moje oczy zdradzały moje całe uwielbienie skierowane do osoby Namikaze.
- Niespodzianka. - Niebieskooki złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić w stronę wioski. Przebiegł mnie przyjemny dreszcz. Dlaczego on musi tak na mnie działać?! Zaczęliśmy prowadzić zwyczajną rozmowę.

- Jakim cudem jestem tu dopiero drugi raz?! - spytałam podziwiając panorame wioski ze Wzgórza Hokage. To właśnie tu przyprowadził mnie blondyn, w dniu, w którym się poznaliśmy... oraz dzisiaj. W pobliżu zauważyłam rozłożony koc i koszyk piknikowy.
- Może nie było odbpowiedniej okazji? - podsunął delikatnie Minato. Uśmiechnęłam się do niego. Całą ta chwila była taka magiczna, ale mój żołądek musiał wszystko zapsuć burcząc głośno. Namikaze zaczął się śmiać. Poszłamw jego ślady. - Zapraszam na kolację. - powiedział niebieskooki po uspokojeniu się. Przytaknęłam. Usiedliśmy na kocu. Chłopak wyciągnął z kosza dwa talerze spagetthi. Rozmawialiśmy swopodnie. Swoja drogą często to robiliśmy. W pewnym momencie blondyn oberwał z kluski. Słowo daję, że to nie byłam ja! Jednak Minato nie przeszkadzało to, aby mi oddać. I tak zaczęliśmy się ganiać i obrzucać jedzeniem. Świetnie się bawiliśmy, dopóki ktoś nie spadł na mnie z drzewa. Teraz wszystko działo się tak szybko. Leżałam na ziemie przygnieciona przez Kami, kostka piekielnie mie bolała, a Minato szybko podbiegł, żeby mi pomóc. Wysłał siostrę do domu, a ja wskoczyłam mu na plecy, bo nie mogłam chodzić. My również mieliśmy wracać. Jounin wyglądał na złego. Chciałam mu jakoś poprawić humor. Pocałowałam go w polik. Spojrzał się na mnie.
- Nie gniewaj się. Chciała pomóc. - powiedziałam uśmiechajc się. Minato westchnął.
- Po prostu... Miało być idealnie. - odparł chłopak zwracając swój wzrok w stronę nieba. Ja zarobiłam to samo.

I w ten oto sposób skończyłam na plecach Namikaze, ze skręconą kostką oraz wpatrując się w gwiazdy. A to wszystko przez Kami. Gdyby nie ona, może nigdy nie wydarzyłby się ciąg dalszy.

- Minato, stój! - odezwałam się stanowczo po 10 minutach ciszy. Niebieskooki spojrzał na mnie niezrozumiale, ale zatrzymał się. - Postaw mnie! - Postawił mnie. Dalej podtrzymywał mnie, chroniąc przed upadkiem. Spojrzałam mu głęboko w oczy. Trzeba działać! W końcu nazywam się Kushina Uzumaki!
- Było idealnie. Jest idealnie.
- Ale... Miało być jeszcze lepiej. Na koniec powinniśmy... - Minato się zatrzymał nadchodzący potok słów biorąc głęboki wdech. Zaraz nastąpo wielka przemowa. Jeśli on nie zostanie Hokage to nie wiem, kto nadaje się lepiej. - Wszystko potoczyło się nie po mojej myśli. Jesteśmy cali ubabrani sosem. Ty skręciłaś kostkę! A ja dalej szaleńczo cię kocham! - Przerwał. Chyba tego ostatniego nie zamierzał mówić. Ponownie uśmiech wykwitł na mojej twarzy. Namikaze wyglądał jakby chciał coś dodać. Sprostować słowa, które padły z jego ust.
- Och, zamknij się już i mnie pocałuj! - Pocałował.
__________________________________________
I mamy w końcu rozdział, ale tylko dlatego, że jestem chora. Liczę, że wam się nawet podoba. Strasznie przesłodzony moim zdaniem i przez chorobę nie mam siły go sprawdzić, więc liczę, że zrobicie to za mnie! Zapraszam w ciągu dalszym do komentowania oraz do pomocy mi w zdobywaniu punkutów, bo muszę mieć co oglądać. Dostałam świra na punkcie serialnu "Zaginiony". Wystarczy kliknąć w link. Z góry wielkie dzięki!!!

Link: http://seans24.pl/pp/Andziuna

sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział XVI

Rozdział XVI

Z dedykacją dla wiernych czytelników...

Minęły cztery dni od wydarzeń w Wiosce Wiru. Wrócili do wioski. Kami nie wiedząc czemu, nie mogła sobie poradzić z tym, co tam zaszło. Wojna wkrótce się zacznie. Nic nie będzie jak do tej pory, wszystko się zmieni. Zginą ludzie. To nieuniknione. A ona może się okazać się kartą przetargową. Zresztą co ona sobie myśli. Już teraz świat stoi na głowie. Kushina zamknęła się w sobie, stała się sierotą. "Jak ty" podpowiadał je w głowie cichy głosik. Rozmawiała tylko z Minato, chociaż zdaniem młodej Namikaze, tak było lepiej. Liczyła, że w końcu zrozumieją, że powinni być razem. Jednak dzisiaj  niepewna przyszłość była jak za mgłą. Kami miała większy problem. Ubrana w czarne szaty zmierzała w stronę cmentarza, aby uczcić pamięć mieszkańców Wiru, aby ich pochować. Wczoraj, nim zasnęła obiecała sobie, że wejdzie tam i będzie wspierać Uzumaki. Stanęła przed bramą. Jak ma tam postawić swoją stopę?! Przecież wtedy wszystko się urzeczywistni?! Nie stanęła nigdy przed grobem matki, ani ojca, bo nie chciała pogodzić się z prawdą, więc dlaczego ma tam wejść dla ludzi, których prawie nie znała. "Kushina" głos w jej umyśle znowu wtrącił się w życie. Nie uczestniczyła w pogrzebach rodziców, nie zaniosła im kwiatów. Była złą córką... I złą siostrą, bo przecież zostawiła Minato w takich dniach samotnie. "Ale teraz możesz to naprawić". Przeklęty głos. Odwróciła głowę od mogił. Ktoś stał pięć metrów za nią. Powiedziałaby, że to Kakashi Hatake, ale szare włosy nie wygrywały z grawitacją. Przyglądała mu się dłużej, aż w końcu chłopiec jakby czując na sobie spojrzenie uniósł oczy. To jednak Kakashi.
- Czemu tak stoisz? - zapytali równocześnie. Dziewczynka zacisnęła zęby. Zapewne znowu jej będzie dogryzać z powodu jej lęku. Ale w Wiosce Wiru okazał się dla niej wielki wsparciem...
- Nie chcę tam wchodzić. - znów powiedzieli te same słowa, w tym samym momencie. Miedzy nimi zapadło nieme pytanie "Dlaczego?". Cisza zaczynała być przytłaczająca.
- Bo wszystko stanie się prawdą... - Ponownie wypowiedzieli to równo. Tym razem nie mogli się na siebie nie spojrzeć. Hatake mimowolnie się uśmiechnął. Kto by pomyślał, że to "młoda" będzie mieć taki problem jak on? Może w końcu trzeba zakopać topór wojenny?
-Więc... - zaczął nieudolnie Kakashi.
- Więc... Może... - Kami również próbowała coś powiedzieć.
- Zróbmy to razem? - po kolejnym równocześnie zadanym pytaniu roześmiali się. Szaro włosy zrównał się z Namikaze i ramię w ramię przekroczyli bramy cmentarza. "Zakopmy spory... Na chwilę" - pomyśleli oboje.

Ceremonia była najpiękniejszą jaką Kami w życiu widziała. Może dla tego, że była zarówno pierwszą? Przez cały czas nie wymieniła z Kakashim ani słowa, jednak to nie było potrzebne. Bez tego potrafili postanowić, że razem odwiedzą swoich rodziców zaraz po pogrzebie mieszkańców Wiru. Każde z nich płakało, ale i w tej sprawie wiedzieli, że to zostanie między nimi. Od tego momentu kolejne dni mijały lepiej, sprawniej, Kushina "wróciła" do "świata żywych", mimo zbliżającej się wojny zaczęli żyć normalnie, o ile to było możliwe. Bynajmniej znowu zaczęli się kłócić.

Minato siedział na fotelu przed domem z kubkiem kawy w ręce. Wzrok miał utkwiony w oddali, a ciepłej cieczy nawet nie tknął. Jako zaufany człowiek Hokage wiedział, że negocjacje trwają. Może uda im się odwlec wojnę? Miałby więcej czasu na porządne wyszkolenie team'u siódmego oraz przygotowanie Kami. No i... więcej czasu, aby podjąć decyzję odnośnie Kushiny. Nic nie mógł poradzić na to, że się zakochał, ale w ostatnim czasie Uzumaki tyle przeszła, iż nie chciał jej dorzucać kolejnego "ciężaru". Nagły huk wyrwał go z zamyśleń.
- Eh... Minato, mógłbyś w końcu naprawić te belki w daszku. Nawet człowiek nie może się spokojnie popalać. - potężna postać Jiraiyi  próbowała podnieść się z posadzki.
- Ach tak... Jakoś nie mogę się za to zabrać. - Jednak uśmiech na twarzy blondyna świadczył, że nie śpieszyło mu się z naprawą. - Co cię sprowadza Ero - sennin?
- Chyba dobrze wiesz. - odparł już poważny Pustelnik. Zajął miejsce naprzeciw niebieskookiego.
- Wieści ze szczytu? - Minato wreszcie przypomniał sobie o kawie i wziął mały łyk z kubka.
- Tak. Wojna przeciągnięta aż o rok. W Skale wybuchła niespodziewana wojna domowa. - Jiraiya przyjrzał się swojemu uczniowi. Zmienił się odkąd go poznał. Dorósł. - Wiesz co chcę zrobić?
- Hai, Ero - sennin? Daj mi miesiąc. Później możesz zabrać Kami na ten trening.
- Wystarczająco. Wiesz, że ma dziewczyna świetną kontrolę chakry? Rozwinę to w tym czasie. Byłaby świetną medic - nin. - Sannin rozciągnął się.
- Zadaję sobie z tego sprawę. Bycie medykiem to jej marzenie, ale najpierw niech nauczy bronić siebie. - Na twarzy Namikaze pojawił się smutny uśmiech.
- Zobaczysz, będzie lepsza od Tsunade. - wstał i odszedł w stronę miasta.- "Tak jak ty już przewyższyłeś mnie".

Z głębi domu, a dokładniej z kuchni, obu panom przyglądała się czerwonowłosa kobieta. Uśmiechała się za każdym razem, gdy robił to blondyn i za każdym razem, kiedy się smucił jej oczy traciły blask. O tak, stanowczo się od niego uzależniła. Zakochała się. Szybko poderwała się w stronę zlewu, kiedy Minato wstał z fotela i wszedł do domu. Stanął we framudze drzwi. Uśmiechnął się niepewnie.
- Kushina? - zaczął chłopak. Uzumaki zakręciła bieżącą wodę i spojrzała w niebieskie tęczówki Namikaze.
- Nie miałabyś ochotę gdzieś wyskoczyć dziś wieczorem? - zagadnął Minato wracając do swojej codziennej pewności siebie.
- Masz na myśli randkę? - odparł niby żartem.
- Tak. Tak, randkę. - Napięcie zaczęło wzrastać. Serca obojga przyśpieszyły.
- Okey. Dobrze. - Kushina starała się zachować obojętność, ale słabo je to wychodziło.
- To dobrze, że... dobrze. - Były to ostatnie słowa jakie blondyn wypowiedział nim wybiegł z pomieszczenia.
_________________________________________________________
I stop... W końcu musicie mieć jakiś nie dosyt. Myślę, że nie jest aż taki zły ten rozdział i wam się spodoba. Ciągle zapraszam do komentowanie, bo brak komentarzy to brak motywacji. Piszę, aby pisać, jednak wtedy wiem co robię źle jeśli mi o tym napiszecie.

Dobranoc :*

wtorek, 12 listopada 2013

One - shot: Prawdziwa historia Itachiego Uchihy

Prawdziwa historia Iatchiego Uchihy

- Dzisiaj na lekcji będziemy mięli gościa. - Po klasie rozległ się szum zaciekawienia. Dzieci w Akademii Ninja w Konoha rzadko miały gości i to w dodatku na lekcji. Ostatnią osobą, która odważyła się przejąć zajęcia Ebisu był obecnie panujący Hokage - Minato Namikaze, a i ponoć na niego nakrzyczał. Swoją drogą za krzyki na Hokage, w ramach kary przez dwa miesiące nie wyruszył na żadną misję poza wioskę.
- Jest to postać dość znana i ma naprawdę napięty grafik, dlatego proszę, abyście byli grzeczni i nie przeszkadzali. - Głowy dzieci przytaknęły, bo przecież co innego miały zrobić. Jednak czy naprawdę uczniowie będą się dobrze zachowywać zależy od ich gościa.
- Serio, cała ta gadka jest potrzebna? Wierz mi, Ebisu, ale potrafię poradzić sobie z bandą bachorów. - Na środku klasy, zaraz za nauczycielem, pojawiła się 19-letnia dziewczyna. Zlustrowała klasę bystrym spojrzeniem niebieskich oczów. Poprawiła szybkim ruchem ręki róg brzoskwiniowej spódniczki i przyjrzała się swoim paznokciom. - Mogę już przejąć głos? - Niby miało to być pytanie, ale bardziej zabrzmiało jak stwierdzenie.
- Proszę, skoro tak świetnie sobie poradzisz... - Wypowiedz Ebisu wręcz ociekała wściekłością. Denerwowało go zarozumialstwo i pewność siebie tej panny. Blondynka odrzuciła tylko włosy na plecy i zaczęła swoją przemowę.
- Cześć! Jak wiecie albo i nie wiecie, nazywam się Kami Namikaze. - Niebieskooka posłała szczery uśmiech w stronę dzieci. - Kolejnym mało interesującym faktem, a może raczej dość oczywistym jest to, że w naszej wiosce już od dwóch lat panuje pokój. - Po klasie przebiegł cichy chichot. - Jako iż wasze książki od historii nie są jeszcze zaktualizowane, jestem tu po to, aby opowiedzieć wam trochę o wojnie. Nie będę jednak przynudzać o tym jak to wpłynęło na gospodarkę, jakie traktaty i kiedy podpisano, czy który kraj poniósł największe straty... Od tego macie jego. - Kami wskazała głową na Ebisu. - Ja przytoczę wam prawdziwą historię bohatera wojennego, o którym nigdy nie przeczytacie w tych książkach... Przybliżę wam dziś postać... Itachiego Uchihy.
- Przecież on zdradził wioskę! - jakaś dziewczynka o zielonych włosach, aż podniosła się z krzesła. Klasa zaczęła jej przytakiwać. Powietrze dookoła nagle zgęstniało, chmury na dworze pociemniały, zrobiło się chłodniej, a oczy Namikaze były zimne jak lód.
- Słuchaj no, dziewojo! Nigdy nie waż się tak mówić o Itachim. To dzięki niemu żyjesz! - Dzieci ucichły, Kami szeptała, ale każdy słyszał ją wyraźnie. - Jasne? Czy może ci to wytłumaczyć?! - Jej oczy aż zabłysły. Uczniowie pokiwali głowami i wtedy stało się coś niespodziewanego. Kiedy to wszyscy myśleli, że blondynka zaraz ich pozabija, ona uśmiechnęła się, a pogoda wróciła do normy.
- Okey, skoro to mamy za sobą przejdźmy do sedna. Itachi, tak jak każdy z nas, był właśnie takim małym bachorkiem jak wy. Tyle, że my, w waszym wieku byliśmy już w jednostkach ANBU. Walczyliśmy o dobro Konohy. Ja, Itachi i Asuma Sarutobi wytrenowani przez Shikaku Narę, tworzyliśmy drużynę nie do zatrzymania. Ale wtedy zjawili się oni... Akatsuki. Ktoś musiał wchłonąć w ich szeregi, ale panujący wtedy Hokage nie chciał nikogo narażać. I nikt nie chciał się zgłosić. W tym czasie Itachi stał się chłodny dla ludzi, odsunął od siebie przyjaciół, rodzinę. Po roku uciekł z wioski. Był cennym nabytkiem dla Akatsuki i oni widząc w nim głód wiedzy, nawet nie podejrzewali go o zdradę. Spędził tam trzy lata, przekazując każdy plan Kakashiemu Hatake, którego jako jedynego wprowadził w swój plan. - Tu zatrzymała się, żeby wziąć głęboki oddech. Dzieci słuchały jej w skupieniu i milczeniu. - Nasza wioska za długo odpierała ataki Akatsuki, więc zaczęli obserwować Uchihę. I przez to doszło do ostatecznego. Walki między Itachim, a Kakashim. Byli przyjaciółmi od zawsze, jednak na oczyszczenie Itachiego z zarzutów istniał tylko jeden sposób. Jego śmierć. Uchiha specjalnie przegrał pojedynek planując go od początku do końca. Gdyby przeżył musiałby zabić przyjaciela, a tego nie chciał. Jeśli darowałby życie Hatake, Akatsuki przejrzałoby jego myśli i dowiedzieliby się wiele top, top, top tajnych rzeczy na temat Konoha. Był jedynym człowiekiem, który ośmielił się wykraść informacje na temat tej organizacji, dowiedział się jak zniszczyć Akatsuki, a na koniec zginął za wioskę, poprzednio przekazując jej wszystkie tajemnic jakie poznał. Czy nadal sądzicie, że Itachi Uchiha był i jest zdrajcą wioski? - Po tym pytaniu rozległ się dzwonek, a studenci spakowali się i z zamyślonymi minami opuścili salę. Namikaze stała w niej jeszcze 5 minut, a kiedy zbierała się do wyjścia zatrzymał ją głos Ebisu.
- Nie musiałaś ich tak okłamywać...
- Musiałam. Niech wierzą, że kochał wioskę bardziej od jakieś tam jinhuuriki. - Blady uśmiech zagościł na jej twarzy. Zwróciła oczy w stronę nieba.
- Prawda, Itachi? Ważne, że twoje imię oczyszczone. W końcu i tak są za młodzi, aby zrozumieć potęgę miłości. Do dziś pamiętam, jak po raz pierwszy zaprosiłeś mnie na "wiejską potupaje".*

Zielonowłosa dziewczynka wpatrywała się w Kami przez otwarte drzwi klasy. Niesłusznie osądziła tego człowieka. Chciała przeprosić. Była sierotą, jej rodzice zginęli właśnie w tej wojnie, zabici przez Akatsuki, chroniąc ją. Zawsze zastanawiała się, dlaczego dali się zabić? Dlaczego ją uratowali?! Teraz pojęła. Zrobili to, bo ją kochali. I w tej potędze miłości kryje się siła shinobi. Nie ma sensu chronić budynków, je zawsze można odbudować, ale ludziom nie przywrócimy życia. Z kolei, gdy kogoś nienawidzimy, nigdy nie będziemy chcieli się dla niego poświęcić. Jeśli chcesz być dobrym shinobi, musisz pokochać wszystkich mieszkańców. Jeśli chcesz być dobrym człowiekiem, musisz pokochać cały świat.
______________________________________________________________
No i to by było na tyle na dziś. Wiem, krótko mimo długiej przerwy, ale serio mam mało czasu. Jest to moje pierwsze wolne popołudnie od 2 miesięcy. Kiedy pojawi się rozdział, nie wiem, gdyż mój laptop jak już pisałam zepsuł się do końca :/ Dla jasności w ciągu dalszym liczę na wasze komentarze :P

"Do dziś pamiętam, jak po raz pierwszy zaprosiłeś mnie na "wiejską potupaje""* - bardzo możliwe, że będzie to temat kolejnego one - shota.

Dobranoc wszystkim!!!

wtorek, 1 października 2013

Ogłoszenia

Witam wszystkich!

 Niestety mam złe wieści. Miałam już prawie gotową notkę, ale w moim komputerze zepsuła się karta graficzna (teraz już na serio) i nie mam do niego dostępu. Jeśli miałabym napisać ją od nowa to nie mam gdzie, gdyż chwilowo mamy tylko jednego laptopa w domu, którym muszę się dzielić z całą rodziną więc ciężko o dwie godzinki sam na sam z moją Weną. Dodatkowo na swoją obronę dorzucę, że zaczął się rok szkolny i sezon, a jako przewodnicząca klasy oraz kapitan drużyny mam dwa razy tyle pracy. No i jeszcze brakuje mi motywacji z waszej strony. Dopóki mój laptop się nie ogarnie blog zostaje zawieszony.

Miłego wieczoru!

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział XV

Rozdział XV

Wszystko działo się jak w przyśpieszonym tempie. Ani Kushina Uzumaki, ani jej towarzyszka młoda Kami Namikaze, nie zauważyły kiedy zleciały im trzy dni potrzebne na regeneracje sił przed dalszą drogą.
- Za dziesięć minut będziemy na miejscu. - mruknęła czerwonowłosa przeskakując wśród drzew. Od rana delikatny uśmiech nie schodził jej z ust. Dziś miała znowu zobaczyć znajome twarze, miejsce, w którym zdzierała sobie kolana, śmiała się i wychowywała. Mimo całej radości związanej z powrotem do Wioski Wiru, czuła też niepokój...że powinna być teraz w Konoha... Przy Minato... Kushina ogarnij się, jesteście tylko przyjaciółmi!... No może nie z tego powodu się denerwowała, ale nic nie mogła poradzić na to, że jej myśli ciągle wędrowały do pewnego blondyna. Odczuwała ster, bo ciągle prześladowały ją złe przeczucia.
- Czujesz to? - odezwała się Namikaze po pokonaniu kolejnych dwóch kilometrów. Uzumaki wzięła głęboki wdech, a do jej płuc dotarł zapach spalenizny. Kiwnęła lekko głową i przyśpieszyła. Nawet nie zauważyła kiedy blondynka ją wyprzedziła i całkowicie zniknęła z pola widzenia zielonookiej. Mknęła przed siebie jak szalona. Las powoli się przerzedzał, ale zamiast światła w miejsce drzew wdzierał się dym. Nareszcie opuściła bór. Gwałtownie się zatrzymała. To co zobaczyła przerosło jej oczekiwania. Domy paliły się, matki i dzieci krzyczały. Shinobi walczyli na śmierć i życie. Jacyś cywile leżeli przygnieceni deskami. Chciała im pomóc, ale nie mogła się ruszyć. Na jej oczach ginęło wszystko co kochała. Nagle dziecko, sądząc po długich włosach dziewczynka, padła martwa u stóp czerwonowłosej z nożem kunai wbitym w plecy. Nie miała nawet ochraniacza ninja. Jak można być tak okrutnym, aby zabijać niewinnych ludzi! Spojrzała w dół. Oczy dziewczynki traciły swój blask, a zielonooka nie mogła oderwać od nich wzroku. Czuła, że przeciwnik stoi przed nią i celuje w jej kierunku shurikenem. Naprawdę próbowała wykonać unik, ale stała jak zahipnotyzowana.
- Kushina uważaj! - dodarło do niej wołanie. To chyba Minato, ale przecież go tu nie może być. Pewnie się przesłyszała. Żółty błysk mignął jej przed oczami. A może jednak to on? Coś, a właściwie ktoś przewrócił ją na ziemię zasłaniając własnym ciałem. W końcu się ocknęła. Zerknęła na swojego wybawce. Niebieskie tęczówki, blond kosmyki. Kami? Za ciężki. Zresztą ma męskie rysy twarzy.
- Co ty tu robisz, Minato? - odezwała się cicho Uzumaki. Mimo, że obok toczyła się wojna niszcząca całą jej rodzinną wioskę to miło było tak bezkarne tonąć w oczach Namikaze. Nagle znowu ją szarpnęło w bok, a tuż przy jej uchu coś przecięło powietrze.
- Ratuje ci skórę, nie widać? - uśmiechnął się lekko. Jego głos działał na nią uspokajająco.
- Dawałam sobie radę. - zaprzeczyła jak to leżało w jej naturze.
- Właśnie widzę. - po raz kolejny Minato przetoczył oboje po ziemi unikając broni lecącej prosto na nich. To przywróciło ich do rzeczywistości. Czerwonowłosa w ostateczności prychnęła na komentarz blondyna po czym zaproponowała, aby z niej zszedł. Niebieskooki zarumienił się nieznacznie po czym pomógł wstać zielonookiej.
- Gdzie jest Kami? - mruknął Namikaze powoli popadając w wir walki. Jenak starał się nie tracić Uzumaki z zasięgu wzroku.
- Nie wiem - odkrzyknęła. Chwila załamania zniknęła ustępując miejsce czystej furii. Z zaciętością okaleczała przeciwników. - Nie widziałam jej od dobrej godziny! - kolejny wróg pada na ziemię po konfrontacji z Kushiną.
- Kakashi! - nagle szarowłosy chłopak wyrósł jak spod ziemi przed blondynem. - Poślij Pakkuna, aby znalazł Kami. Już. - wydał polecenie. Hatake tylko przytaknął i zniknął wśród tłumanów kurzu spowodowanych Rasenganem Minato.

Kami gdy tylko wybiegła z lasu wdała się w walkę. Stworzyła chyba trzydzieści klonów, które zajęły się cywilami. Spojrzała na opaskę ze znakiem wioski swojego przeciwnika. Skała. A więc to tak. Są za słabi by zaatakować Wioskę Liścia więc uderzają w jej sojuszników.
- Zejdź mi z drogi dziecko. Uwierz, nie chcesz, abym cię skrzywdził. - krzyknął do niej jakiś osiłek, kiedy osłaniała mieszkańców uciekających do schronów.
- Nawet mnie nie dotkniesz. - odparła z zadziornym uśmiechem. Sama budowa ciała przeciwnika wskazywała, że był silny, ale nie szybki. Dla niej to pestka.
- Jesteś strasznie pyskata dziewczynko. Nie wiem czy wiesz, ale to wojna, a nie plac zabaw. - odparł i zaczął się śmiać.
- Wiem o tym doskonale. - doszedł go słodki głosik zza pleców po czym padł na ziemię wyszeptawszy jeszcze prawie bezgłośnie "Jak?".
- Czyżby za szybko? - mruknęła sarkastycznie po czym zaczęła walczyć z kolejnym ninja Skały. Jak na razie nie miała nawet draśnięcia. Nikt za nią nie nadążał. Może ataki blondynki nie były silne, jednak każdy ruch był przemyślany i doskonały technicznie. Na chwilę przystanęła. W zasięgu jej wzroku nie było nikogo poza jakąś czerwonowłosą kobietą leżącą bezwładnie pod tlącą się deską. Zaraz? Czerwonowłosą?
- Kushina! - krzyknęła i pomknęła w stronę nieruchomego ciała. Jak mogła jej wcześniej nie zauważyć! Z trudem odepchnęła wielki kawał drewna i przyklękła przy kobiecie. Odwróciła poszkodowaną na plecy chcąc sprawdzić czy to na pewno Uzumaki. Ale kto jeszcze mógłby mieć tak krwiste włosy? Jakiej ulgi doznała kiedy zobaczyła twarz... nieznajomej. Była złudne podobna do jej przyjaciółki, ale to nie była ona.
- Młoda! - doszło do niej niewyraźne wołanie z oddali. Chwile później słyszała szczekanie, a kiedy podbiegło do niej kilka osób, nawet nie wiedziała kto, bo czas znowu leciał za szybko. Zwolnił dopiero, gdy przerażający krzyk rozpaczy rozdarł powietrze. Blondynka obejrzała się dookoła. Kushina płakała nad ciałem tej kobiety obejmowana przez Minato. Dziewczyna co chwile powtarzała "Nie, mamo, nie mogłaś umrzeć. Nie ty." Rin i Obito pomagali ANBU przy poszukiwaniach tych, którzy przeżyli. Psy przywołane przez Hatake węszyły po okolicy. Po wrogach ani śladu. A ona sama? Stała wtulona w Kakashiego dobre sto metrów od zmarłej Uzumaki. Nawet nie wie, w którym momencie odciągnęli ją z tamtego miejsca. Ledwo też zdała sobie sprawę, że słone łzy spływają po jej policzkach.
- Kakashi? - mruknęła cicho i spojrzała w górę prosto w zamaskowaną twarz szarowłosego. - Wojna naprawdę się zaczyna? - szeptała. Liczyła, że jeśli nie powie tego na głos okaże się to kłamstwem.
- Tak. - odparł z ciężkim westchnieniem, jednak dalej nie spuszczał z niej wzroku.
- Dlaczego płaczę? Czemu w czasie walki wszystko przychodzi mi z łatwością, a potem... A potem wszystko przyśpiesza i nie wiem co robię?! - tym razem wrzasnęła i rozpłakała się jeszcze mocniej. Między nimi zapadła cisza.
- Bo... Jesteś człowiekiem... Masz uczucia... I na dodatek... Jesteś jeszcze za młoda... Możemy być silni, trenować, ale... Pole walki to nie miejsce dla dzieci, nawet jeśli będziemy się bardzo starać to musimy jeszcze wiele przejść. - zakończył Kakashi świdrując Kami wzrokiem. Pierwszy raz się nie kłócili i to było całkiem...miłe i zdawało się takie... naturalne?
- To ja jeszcze przeszłam za mało? - kolejne pytanie padło ciszej niż pierwsze. Powoli się uspokajała.
- Taka najwidoczniej musi być twoja droga ninja, twoja droga życia.

______________________________________________________
Wiem, wiem, że króciutko i dawno nic nie wstawiałam, ale chcę trochę przyśpieszyć niektóre wydarzenia. W tym roku szkolnym będzie mi jeszcze ciężej coś napisać, bo zaczynamy grać ligę na poważnie i ponoć ma mi dojść jeszcze kadetka (pewnie nikt nie wie o co chodzi, ale muszę się gdzie wyżalić na nawał zajęć). Czekam na wasze komentarze, bo mi motywacji brakuje T.T

Branoc wszystkim!

czwartek, 15 sierpnia 2013

Informacje

Witajcie moi kochani czytelnicy, którzy mam nadzieje nie chcecie mnie zabić za dalszy brak notki!

Dziś tylko informacje. Minanowicie jadę na obóz klubowy w dniach 16.08 - 25.08, dlatego nowej notki raczej nie będzie do końca sierpnia. Pozwolę sobie nawet na małe usprawiedliwienie moich jakże karygodnie długich nieobecności. Mam problemy z laptopem (znowu) i z moim charakterem nie potrafię usiedzieć w domu. Jeżeli ktoś sobie kiedyś porównywał odstępy czasowe w jakich dodawałam pierwsze rozdziały, a te dalsze to zauważy dużą różnice, która jest spowodowana zmianami w moim życiu. Muszę się pochwalić, ale nareszcie wszystko się układa, dla mnie to dobrze, ale przez to blog cierpi, bo ciągle ktoś wyciąga mnie na dwór i nie mam czasu, aby zasiąść do komputera. Niestety moja dusza sportowca i artystki nie może się dogadać. Z nowego rozdziału napisałam tylko "Rozdział XV".  Co do planów drugiej serii. Jej pojawienie opóźni się gdyż...coś dla fanów MinaKushi...mam zamiar do pierwszej serii dodać wątek miłosny o tej parze ;) Ale nie myślcie, że siadziałam bezczynnie. Znalazłam obrazek przedstawiający Kami w trzeciej serii. Tak wiem, myślami jestem już naprawdę daleko... Ja mam już cały plan wydarzeń ułożony ^.^

Do zobaczenia!

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział XIV

Z dedykacją dla Hanare Hatake, Katie, Ani jaros, Jagody Lee, Sanderius - san, Ayako Shido, którzy pozostawili komentarze. Dziękuje! To naprawdę pomaga mi pisać! Zawsze, gdy mi się nie chce to czytam wasze komentarze i już odzyskuje powera!
_______________________________________________

Rozdział XIV

Głośne pukanie wyciągnęło Minato Namikaze z łóżka. Powolnym krokiem, co chwila się rozciągając i ziewając, zszedł po schodach. Pukanie nie ustawało. Niespodziewany gość najwidoczniej nie miał zamiaru sobie pójść. Blondyn stanął przed lustrem, przejechał dłonią sterczące w każdą stronę włosy, zapiął koszulę i po raz ostatni przetarł oczy. Westchnął i ruszył w stronę drzwi frontowych. Miał ochotę zabić natręta. Pierwszy raz od wyjazdu Kami i Kushiny udało mu się zasnąć bez koszmarów, w których ginęłaby chociaż jedna z wyżej wymienionych pań. Złe przeczucia go nie opuszczały. Koniec końców niebieskooki otworzył drzwi, za którymi zastał Obito. Brunet uśmiechał się do niego. Orzechowe oczy wpatrywały się w niego z nadzieją. Cała złość nagle z niego wyparowała. Potomek Uchihów był członkiem jego drużyny, mimo, że nie akceptowano go w klanie ciągle się śmiał, a na dodatek jego młodsza siostrzyczka nazywała Obito swoim najlepszym przyjacielem. Minato nie potrafił się gniewać na chłopca.
- Ohayo, Minato - sensei! - wykrzyknął głośno brązowowłosy. Jak dla Namikaze stanowczo za głośno. - Czy Kami - chan i Kushina - sama już wróciły? - Głos Obito był przepełniony niecierpliwością. Zresztą blondyn nawet temu się nie dziwił. Uchiha w ostatnim czasie coraz częściej kłócił się z Kakashim i coraz rzadziej się żartował. Wydawał się strasznie osamotniony.
- Przykro mi Obito, ale dalej ich nie ma. - blondyn uśmiechnął się pokrzepiająco, ale brunet i tak westchnął z zawodem. Niebieskooki kątem oka spojrzał na zegarek. Dochodziła czwarta rano. O dziewiątej musiał stawić się na radzie jouninów. - W sumie, to co ty tu robisz? Przecież trening jest dopiero po południu? - Na to pytanie Uchiha trochę się speszył. Przez chwilę chyba rozważał co powiedzieć, aż w końcu zdecydował się na prawdę. Bynajmniej tak sądził Minato na podstawie mimiki twarzy i gestów chłopca.
- Ostatnio miewam koszmary. Mam złe przeczucia, sensei! - Policzki Obito przybrały odcień dojrzałego pomidora, ręce mu się spociły, a kciukami zaczął kręcić młynek.
- Nie ty jedyny. - mruknął bardziej do siebie niebieskooki. - Wejdź do środka. Ja i tak już nie zasnę. Porozmawiamy, wypijemy herbatę. Może nawet pomożesz mi w paru rzeczach. - Minato przepuścił uśmiechniętego brunet w drzwiach. Obito uwielbiał spędzać czas w domu Namikaze, ale jeszcze bardziej od tego kochał towarzyszyć swojemu sensei. On zawsze robił coś ciekawego!

- Tato, za godzinę masz rade jouninów. - Kakashi wszedł do pokoju swojego ojca. Żaluzje były podciągnięte pozwalając, aby słońce oświetliło białe ściany i zaścielone łoże. Sypialnia mimo sporych rozmiarów była zachowana w nieskazitelnej czystości. Jednak szarowłosy nie wszedł do pomieszczenia, żeby podziwiać porządek tylko w poszukiwaniu swojego ojca. Westchnął, kiedy zdał sobie sprawę, że starszego Hatake tu nie ma. Przeszukał cały dom, ale Sakumo nigdzie nie było. Szybkim krokiem skierował się do przedpokoju, założył buty i wyszedł z budynku. Jedynym miejscem, w które mógł pójść jego tata nie informując go o tym był cmentarz. Kakashi nigdy tam nie chodził, nie chciał tam chodzić. Po raz ostatni znajdował się tam na pogrzebie swojej matki - pięć lat temu.

Minato wraz ze swoim uczniem zakończyli patrol na murach wioski. Powolnym krokiem kierowali się w stronę siedziby Hokage. Nieznani Obito ludzie co jakiś czas witali się z blondynem. Radosne dzieci co chwilę przebiegały koło ich. Kiedy mijali cmentarz Namikaze zatrzymał się w pół kroku. Przy wejściu kręcił się Kakashi. Raz poruszał się jakby chciał wejść, raz jakby się rozmyślił.
- Obito, mam coś do zrobienia, ale to muszę zrobić sam. - powiedział blondyn. Uchiha spojrzał na niego ze smutkiem. Miał nadzieje, że uda mu się spędzić jeszcze trochę czasu ze swoim sensei. Minato widząc jego minę westchnął. - Jednak dla ciebie mam inne zadanie. - oczy bruneta aż błysnęły ze szczęścia. - Złożysz raport u Hokage. Liczę na ciebie.
- Hai, Minato - sensei. - Obito zaskakująco szybko zniknął niebieskookiemu z pola widzenia.

Hatake po raz kolejny zrobił krok do przodu tylko po to, aby zaraz się cofnąć. Westchnął ciężko. Znał swojego tatę i wiedział, że jeśli sam w tym momencie nie wejdzie na cmentarz i go nie szturchnie, to tak utonie we wspomnieniach o zmarłej żonie, że zapomni o radzie. Podniósł głowę. Grób jego matki leżał bardzo blisko wejścia, dlatego mógł dostrzec białą czuprynę Sakumo. Znowu poruszył się niespokojnie.
- Może czy w czymś pomóc, Kakashi? - chłopiec odwrócił się gwałtownie napotykając uśmiechającą twarz swojego sensei.
- N...Nie. - czarnooki zająknął się, co zdarzało mu się bardzo rzadko. - Dam sobie radę. - dodał już swoim codziennym, znudzonym głosem. Powolnym krokiem wszedł na teren cmentarza. Do mogiły matki miał zaledwie 25 metrów. Nagle zdał sobie sprawę, że nie może się ruszyć. Łzy napłynęły mu do oczu. Czuł, że jeśli teraz tam podejdzie, śmierć jego mamy w końcu się urzeczywistni. Straci nadzieję, że kiedyś stanie w drzwiach domu, powie, że wróciła i mocno go przytuli. Szarowłosy poczuł czyjąś dłoń na ramieniu. Nawet się nie obejrzał. Wiedział, że to jego sensei.
- Zawołam go. - głos Minato docierał do niego jak przez mgłę. - Lepiej idź już do domu. - słyszał już wyraźnie. Przestał płakać. Przecież prawdziwemu shinobi nie wypada się mazać.
- Hai, sensei. - mruknął Hatake i ruszył w stronę wyjścia.
Namikaze obserwował przez chwilę odchodzącego Kakashiego.
- Gdybyście z Kami przestali się kłócić, moglibyście być dla siebie niesamowitym wsparciem. Ona też nie lubi tego miejsca. Tak jak i ty wierzy, że nasza mama kiedyś wróci. - pomyślał Namikaze i podszedł do Sakumo.

- Dobrze, że już jesteście. - Hokage od tych słów zaczął swój wywód. Wydawał się zdenerwowany. Chyba stało się coś ważnego. - Cieszę się, że tym razem się nie spóźniłeś Sakumo. - Cała sala wybuchła śmiechem. Minato wiedział już, że na bank coś się wydarzyło. Hiruzen Sarutobi - Trzeci Hokage Wioski Ukrytej w Liściach - każdy problem próbował łagodzić. Najpierw mówił o pogodzie, później o sprawach błahych, potem jakiś żart, a potem BUM... Wiadomość trafia w ciebie jak mięso armatnie! Mimo wieku Hokage nadal był pełen energii i chęci do... różnych i nie zawsze właściwych rzeczy. Czasami ta cecha drażniła Namikaze... Zwłaszcza kiedy sytuacja wymagała powagi.
- Zostałem poinformowany od zaufanej osoby, że Wioska Wiru została zaatakowana. - Blondyn niespokojnie poruszył się na krześle. Czuł na sobie spojrzenia wszystkich obecnych, a fakt, że był najmłodszy wcale tego nie polepszał. Każdy chciał wiedzieć co zrobi. - Wysłaliśmy już tam ANBU. Jednak ktoś musi pomóc cywilom... Ktoś kto się tam szybko dostanie... Myślałem Shikaku o twojej drużynie, ale jako, że jest niekompletna to zadanie otrzymuje team siódmy. Minato, macie ruszać w trybie natychmiastowym.
_____________________________________________
Powróciłam i rozdział wstawiłam. Może krótki, może długi. Sama nie wiem, ale zdaje mi się dość... hmm, ciekawy?! Następny rozdział powinien być jakoś za tydzień. Liczę, że skomentujecie, bo to naprawdę, bardzo, bardzo, BARDZO motywuje.

Dobranoc kochani!

wtorek, 16 lipca 2013

Rozdział XIII

Rozdział XIII

Z dedykacją dla Ayako Shido - w podzieńkowaniu za komentarz, który zmotywował mnie do napisania tego rozdziału.
____________________________________________________________

Wielkie, czerwone oczy aż kapały nienawiścią i gniewem. Kto śmie w ogóle zakłócać jego spokój?! I na dodatek mówić, czy może raczej sugerować, że jest tchórzem!
- Pokażesz mi się wreszcie, czy będziesz się chował? - pomyślał Kyuubi naśladując głos nędznej istoty, która wybudziła go ze snu. Przyjrzał się jej teraz uważnie. Niebieskie, nieprzeniknione oczy, blond włosy, jasna, nieskazitelna cera, szczupła i drobna sylwetka, niewysoka i co gorsza...dziewczynka. Ponownie ogarnęła go złość, ale tym razem na siebie. Jakim cudem, on - potężny i niezwyciężony - Lisi Demon, dał się zamknąć w takim... czymś?!
To dziecko przypomina bardziej lalkę. z porcelany, a nie żeli prawdziwego człowieka!
- Marnej egzystencji?o! Wypraszam sobie! To nie ja jestem futrzakiem zamkniętym w klatce! - rozmyślania Lisa przerwała oburzona Kami Namikaze.
- Jak śmiesz?! - groźny głos rozbrzmiał echem po ciemnym pomieszczeniu, dziewięć ogonów niebezpiecznie uniosło się w górę i zafalowało. Blondynka mimowolnie skuliłaś się wobec tak złowieszczej chakry, ale szybko wróciła do pewnej siebie postawy. To w końcu nie ona jest uwięziona! Wiele razy rozmawiała z Minato na temat pieczęci i wiedziała, że nie powinna nawet wyczuwać Lisa... Ale skoro stoi naprzeciw Kyuubiego, działa na nią jego energia to coś jest nie tak. Gdyby pieczęć działała bez zarzutu to jej by tu nawet nie było! Powoli wpadała w panikę. Szybko przypomniała sobie całą walkę. Spuściła gardę... Wtedy trafił... To nie był zwykły cios... Orochimaru poluzował pieczęć! Jak mogła być tak głupia i na to nie wpaść. Każdy oglądający pojedynek z boku pewnie od razu by się zorientował. Z drugiej strony to nic dziwnego, że dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę. Przecież zaraz po uderzeniu zjawiła się tutaj. Nawet nie wie co z Kushiną! Jeśli chce się czegoś dowiedzieć musi być miła dla Lisa.
- Okey, okey... Nie gorączkuj się tak. Już jestem grzeczna. - mruknęła jakby od niechcenia. Na to oświadczenie Kyuubi tylko prychnął w pogardzie. - Zacznijmy od nowa. - dodała już przyjaznym tonem i posłała rozmówcy swój najpiękniejszy uśmiech. Wątpiła, że to coś da, ale zawsze warto spróbować.

Napięcie było wręcz namacalne, a groza i zło wisiały w powietrzu, a to wszystko z powodu jednej osoby - Orochimaru. Kushina zawsze dziwła się jakim cudem ktoś może wprowadzić tyle chaosu. Szybko odpędziła od siebie myśli o sanninie i skupiła się na Kami. Drugi ogon nie zdążył się jeszcze uformować. Poskramianie chakry Biju ćwiczyła razem ze swoim ojcem i to nawet dość często, ale nigdy nie robiła tego naprawdę. Jednak teraz nie czas na strach czy wątpliwości. W końcu kiedyś musi być ten pierwszy raz. Z rąk Uzumaki wystrzeliły łańcuchy stworzone z chakry, które według cywili mogłyby wyglądać na wykonane z prawdziwego metalu. Czerwonowłosa zamachnęła się nimi kilka razy, jakby przypominała sobie jak się nimi posługiwać. Uśmiechnęła się lekko. Dawno tego nie robiła. Wzięła głęboki oddech i całą swoją uwagę zwróciłą na blondynkę.
- To zaczynamy. - mruknęła do siebie po czym oplotła Namikaze łańcuchami. Wysłała do nich chakre, a więzy zabłysły żółtą poświatą. Przemiana w Lisa została zahamowana. Uzumaki uwolniła więcej chakry, a otoczka przeszła w złoto. Energia Kyuubiego zaczęła się cofać. Na czole zielonookiej pojawiła się kropla potu. Wbrew pozorom to nie było takie łatwe. Chociaż poskramianie niszczycielskiej mocy Lisa o Dziewięciu Ogonach, nawet z definicji powinno być trudne. Kushina miała nogi jak z waty, myślała, że zaraz się przewróci. Gdy dziewczyny była na skraju wytrzymania, chakra Bijuu zniknęła tak jak i łańcuchy, a Kami bezwładnie upadła na ziemię.

Lis podejrzliwie przyglądał się Namikaze. Od kiedy to jinhuuriki przyjaźnią się z Bijuu?! Jednak ta dziewczynka w ogóle była jakaś dziwna. Nie mógł przejąć kontroli nad jej umysłem, a co dopiero zawładnąć jej ciałem. Jedynym co mógł zrobić to przywołać blondynkę przed swoją klatkę...I to też nie zawsze. Chyba będzie musiał zrobić odstępstwo od swoich zasad i poznać lepiej Kami... Oczywiście, aby później wykorzystać przeciw niej to czego się dowie. Przecież to tylko dziecko!
- Niech ci będzie! Gadaj co tam musisz! I tak zaraz stąd znikniesz! - burknął Kyuubi i ułożył się jakby do snu. W rzeczywstości uważnie słuchał.
- No dobrze. - dziewczynka była zaskoczona reakcją demona, ale nie dawała tego po sobie poznać. - Nazywam się Kami Namikaze. Mam siedem lat, ale nikt nigdy nie daje mi więcej jak pięć. Irytujące, prawda? - zrobiła krótką pauzę oczekując reakcji, ale odpowiedziała jej cisza, kontynuowała. - To wszystko przez to, że jestem niska. Należę do drużyny ósmej razem z Asumą Sarutobim oraz Itachim Uchihą. Naszym sensei jest Shikaku Nara. Cóż jeśli chodzi o rodzinę to... Nie mam ani taty, ani mamy. Nie lubię określenie "sierota". Takie dzieci zawsze są same, a ja mam brata i przyjaciół i Kushinę. Swoją drogą mój aniki ma na imię Minato. Jest prawdziwym geniuszem. W przyszłości chciałabym być taka jak on. Minato będzie bronił wioski jako Hokage, a ja jako Przywódca ANBU. - uśmiechnęła się lekko. Ohydne otoczenie czy też towarzystwo demona nie przeszkadzało jej w rozmyślaniu o przyszłości. - Codziennie będę dogryzać sobie z Kakashim, trenować z Itachim, żartować z Obito, plotkować z Rin, grać w shogi z Asumą. No i oczywiście zabawiać dzieci aniki i Kushiny. Jeszcze nie są razem, ale naprawdę pasują do siebie. - zaśmiała się krótko i spojrzała na Kyuubiego. Zdążyła się rozluźnić.
- Ale z ciebie marzycielka. - warknął z kpinął Bijuu. - Twoje paplanie działa na mnie usypiająco. - łypnął złośliwie na zakończenie.
- Nie jesteś taki zły. Jak się postarasz to dobry z ciebie słuchacz. I wiem, że wszystkie te informacje możesz wykorzystać na moją niekorzyść. - mówiła cicho, lecz delikatnie. Odnosiła wrażenie jakby mówiła do przestraszonego zwierzaka. W końcu nie można być złym, bo tak. Trzeba mieć jakiś powód. W momencie, gdy niebieskooka chciała zapytać o to Dziewięcioogoniastego zaczęła znikać. Wracać do swojego ciała. Nim otworzyła oczy zauważyła, że Lis się uśmiechnął i chyba powiedział " Bystra jesteś, mała." ale bardzo możliwe, że sobie to wyobraziła.

Kushina podeszła do blondynki kiedy ta otwierała oczy.
- Nie ruszaj się. - przemówiła z czułością i troską. - Zrobimy sobie krótki postój. Ja też muszę odpocząć. - odpowiedział jej tylko uśmiech, a Kami ponownie zasnęła.

____________________________________________________
Ohayo! No więc tak... Jest późno więc nawet nie zdążyłam przeczytać tego rozdziału, dlatego jest on bez korekty. Moim zdanie były lepsze rozdziały, ale nie jest źle. No i jest chyba dość długi, ale odnoszę wrażenie, że ciągle pisałam o tym samym :/ Ale ocenę zostawiam wam. I proszę o komentarze, gdyż powiem wam szczerze, że gdyby nie pewien komentarz rozdziały nie byłoby do końca miesiąca. A apropo nowego rozdziału to pojawi się ona dopiero na początku sierpnia, gdyż w piątek wyjeżdżam i nie ma mnie aż do 28 lipca.

Dobranoc

sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział XII cz.II

Pełen luz, pewność siebie, brak jakichkolwiek lęków, sto procent nonszalancji... Brzmi jak w bajce, prawda? Tak nierealistycznie, niedostępnie, nieosiągalnie... I takie jest, zwłaszcza kiedy stoisz przed obrzydliwym, wężowatym sanninem, którego każde słowo przechodzi w syk, a na widok gadziego jęzora twój żołądek chce oddać śniadanie. Kami musiała wykrzesać z siebie całą odwagę, aby chociaż zachować pozory wiary we własne możliwości. Ciężko było jej zachować na twarzy kpiący uśmiech, ale takie zachowanie dyktował dziewczynce Rozum. Kątem oka zerkała na towarzyszkę, która grała dokładnie jak ona. Dobrze przeczytaliście, GRAŁA. W oczach czerwonowłosej Uzumaki widać było niepewność, brak kontroli nad sytuacją, ale też zawziętość i coś jeszcze, czego młoda Namikaze nie potrafiła nazwać. Wcześniej widziała tę emocję tylko u Minato walczącego o bezpieczeństwo swojej małej siostrzyczki. - Dwie pieczenie na jednym ogniu. - po tych słowach wyplutych z ust Orochimaru, Kami dała się poprowadzić Instynktowi. Odskoczyła w tył unikając węży wyłaniających się spod ziemi. Nawet nie minęła sekunda, a w jej stronę pomknął kunai. Zrobiła szybki unik przy okazji zauważając lśniącą w słońcu żyłkę przywiązaną do broni. Nim nóż kunai zdążył wrócić nić zapłonęła ogniem. Namikaze jak najszybciej oddaliła się od płonącej żyłki. Użyła wodnego jutsu, aby pożar się nie rozprzestrzenił i już walczyła w zwarciu z sanninem. Zerknęła w stronę Kushiny. Kunoichi walczyła z klonem Orochimaru oddalona o jakieś dobre trzysta pięćdziesiąt metrów. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że z każdym kolejnym atakiem odległość między nią, a czerwonowłosą zwiększała się. Gadzina chciała je rozdzielić. W zastraszającym tępie wymieniła ciosy z wężowatym, ale na razie nikt nie trafiał. Kami już po chwili rozgryzła sposób atakowania sannina. Ciągle powtarzał tą samą sekwencję ruchów. Rozum podpowiadał jej, że wystarczy tylko zmienić jeden element w obronie i przerwie ten nic nie wnoszący pojedynek taijutsu. Do akcji wkroczył również Instynkt ze swoim własnym pomysłem na zakończenie. Szeptał je do ucha, że ma po prostu odskoczyć i biec do Uzumaki. Blondynka rozważała obie możliwość. Instynkt nigdy jej nie zawiódł, Rozum też nie... Już dziś raz posłuchała się Instynktu, teraz kolej na Rozum. Odsłoniła jedno miejsce w swojej gardzie, aby trafić sannina. To był jej błąd. Na pięciu palcach Orochimaru pojawiła się chakra, a jego blada dłoń trafiła prosto w brzuch Namikaze, w miejsce pieczęci zamykającej Lisiego Demona w blondynce. Sannin przekręcił rękę, tak jakby otwierał sejf, by po chwili odskoczyć od Kami i zniknąć w dymie.

Kushina sama nie wiedziała czemu, ale kiedy zaczęła się walka wszelkie niepewności ją opuściły. Chciała zapewnić bezpieczeństwo pewnej małej blondyneczce. Musi być silna i stanąć na wysokości zadania. Szybko pobiegła w stronę oddalającej się Namikaze. Drogę zastąpił zielonookiej klon Orochimaru. Ponowiła próbę dostanie się do towarzyszki, jednak skończyło się tylko rozciętym przez kunai przeciwnika policzkiem. Najpierw trzeba pokonać własnego wroga. Uzumaki dawała z siebie sto procent i była już naprawdę zmęczona klon nagle zniknął. Spojrzała z nadzieją na Kami. Liczyła, że niebieskooka wygrała swoją potyczkę. Widok, który zobaczyła nieźle ją przeraził. Z Namikaze wyciekała chakra Kyuubiego. Kushina musiała szybko zareagować! Jak to się stało, przecież Minato zapewniał, że pieczęć jest bez zarzutu! Rozejrzała się w poszukiwaniu gadziego sannina. Nie ma go! Zapewne to jego wina! Jeszcze raz przeniosła wzrok na blondynkę. Pomarańczowa poświata przybrała kształt lisa z jednym ogonem. Niedobrze. Trzeba działać.

Mała, drobna dziewczynka o złotych włosach oraz niewinnym spojrzeniu i wielki, ciemny, bezkresny korytarz pełen rur i wody, w wypadku dziecka sięgający połowy łydek. Gdzieś blisko słychać było kapanie wszechobecnej cieczy. Kami uważnie rozejrzała się dookoła. Nigdzie nie wyczuwała chakry Orochimaru.
- Halo... Jest tu kto? - jej cichutki głosik rozniósł się echem. Namikaze nastawiła uszu w oczekiwaniu na odpowiedź. Albo jej się zdawało, albo słyszała jakieś warknięcie. Ruszyła w jego kierunku. Nagle pojawiły się potężne wrota.- Em... Pokażesz mi się wreszcie, czy dalej będziesz się chował? - Kami wiedziała, że ktoś tu jednak jest. Czuła też, że lepiej dla niej by było, gdyby w ogóle się tu nie znalazła.
- Wcale się nie chowam. Po prostu, nie chce mi się oglądać twojej marnej egzystencji. - odparł jej ktoś głosem, przy którym jej własny wydawał się nie istnieć. Następną rzeczą jaką zobaczyła to oczy, czy może raczej gały o krwistym kolorze. Już wiedziała z kim ma do czynienia i jak blondynka przypuszczała, wcale się je to nie podobało.
___________________________________________________________________________
No dobra, nie bijcie. Wiem zawaliłam. Pewnie już nawet nie pamiętacie o czym była cała historia, ale obiecuję, że się poprawię. W końcu idą wakacje! Mimo, że mam duuuużo planów na tegoroczny czas wolny to obiecuję w końcu dobrnąć już do chociaż dwóch, trzech rozdziałów drugiej serii. Jeszcze raz nie bijcie, no i KOMENTUJCIE oczywiście. Miłych wakacje życzę ;D



wtorek, 14 maja 2013

Kroniki Woli Ognia


Letnie słońce chowało się za horyzontem Konohy nadając niebu kolory różu i pomarańczy, a drzewom odcienie fioletu. Ciepły wiatr delikatnie poruszał liśćmi, jakby zapraszał je do tańca. Kwiaty powoli zamykały swoje kielichy szykując się do snu. Dzisiejszy wieczór zdawał się roztaczać jakąś magiczną moc, ale dziewczynka, ćwicząca na jednym z setek pól treningowych Wioski Liścia, nie zauważała tego. Była zbyt pochłonięta wyżywaniem się na drewnianym palu. Jej długie czarne włosy związane w warkoczy wyróżniały się na tle kolorowego nieba, jasna cera wyglądała jakby nigdy nie miała do czynienia z promieniami słonecznymi. Błękitne oczy podkreślało kimono przewiązane w pasie różową, szeroką chustą. Wyciągnęła shurikeny z kabury przywiązanej do lewej nogi i wyrzuciła broń w kierunku tarcz porozwieszanych na konarach drzew. Chwilę później coś cicho kliknęło, a w jej stronę poleciały noże kunai. Z gracją i niespotykaną u dzieci w jej wieku szybkością ominęła wszystkie pociski. Uśmiech zadowolenia zagościł na twarzy dziewczynki i jeszcze bardziej się powiększył, kiedy otaczającą ją ciszę przerwały pojedyncze oklaski.
- Całkiem, całkiem. - W tych prostych słowach ciemnowłosy przybysz ocenił wyczyny dziecka.
- Tato! Co ty tutaj robisz?! Myślałam, że jesteś na misji! - niebieskooka podbiegła do mężczyzny i mocno go przytuliła. Podniosła głowę, aby móc mu się dokładnie przyjrzeć. Czarne, przenikliwe spojrzenie było utkwione w oddali, oprócz dwóch charakterystycznych rys na bladej karnacji nie było widać żadnych blizn, co utwierdziło dziewczynkę w przekonaniu, że zadanie zostało zakończone pomyślnie, włosy sięgające do łopatek były w małym nieładzie, w ogóle niepasującym do jej ojca - Itachiego Uchihy.
- Uwinąłem się szybciej. W końcu jutro zaczynasz swój egzamin na chunnina. - odezwał się ciemnooki. - Zresztą, powinnaś już być dawno w łóżku, musisz się wyspać. - mężczyzna uśmiechnął się nieznacznie i spojrzał na córkę.
- Nie chcę iść spać... Chciałabym jeszcze pójść na grób mamy. - wyjaśniła smętnym głosem.
- Też z chęcią ją odwiedzę, Itami. - Itachi poczuł jak dziewczynka łapie go za dłoń. Przyjrzał się jej przenikliwie. Rosła i co raz rzadziej chciała chodzić trzymając go za rękę, robiła tak tylko wtedy kiedy czegoś chciała. Cierpliwie czekał aż Itami się odezwie.
- Tato... Jak mama poradziła sobie z egzaminami... Jak poszło jej w Lesie Śmierci? - dziewczynka aż przystanęła w oczekiwaniu na opowieść. Uchiha wesoło się roześmiał nim odpowiedział.
- Ach... Twoja mama? Cóż... Była prawdziwym asem! A więc...

~*~
 Minato Namikaze siedział w kuchni swojej rodzinnej rezydencji popijając kawę. Z zachwytem widocznym w błękitnych oczach wyglądał za okno. Świt w Konoha jest naprawdę piękny. Zawsze wydawało mu się, że cały świat budzi się do życia. Ptaki śpiewają tylko sobie znaną melodie, wiewiórki skaczą z drzewa na drzewo w poszukiwaniu orzechów, sowy znikają w swoich dziuplach, a dla mrówek zaczął się kolejny pracowity dzień. Jednak coś mu nie pasowało do codziennego krajobrazu. Mianowicie czemu zające plątały się w okolicy warzywnego ogródka jego siostry? Już kiedyś mięli taki problem. Zające wyjadały wszystkie uprawiane marchewki  aby tego uniknąć Kami regularnie dokramiała te zwierzęta. Coś musiało ją zatrzymać. Na ogół, o tej porze, jest już dawno na nogach, a w oddali widać tylko długie uszy najedzonych wieloskoczków. Blondyn odłożył kubek ciepłej cieczy po czym wstał z głębokim westchnieniem i ruszył w stronę schodów. Powoli, nie śpiesząc się wszedł na drugie z trzech pięter. Zapukał do drzwi znajdujących się na końcu beżowego korytarza. Nikt nie odpowiedział. Zastukał w drewno jeszcze raz, głośniej i pewnie. Dalej cisza.
- Kami! Wstawaj! Bo spóźnisz się na egzamin! - krzyknął zrezygnowany.
- Ale ja nie chcę! - odparł mu piskliwy głosik świadczący, że jego posiadacz dużo płakał. Minato westchnął i poprawił swoją kamizelkę jounina. Zapowiadał się ciekawy dzień.
- Ale czemu? - żadne inne pytanie nie przychodziło mu na myśl. Po chwili zastanowienia brzmiało ona naprawdę głupio. - Wpuść mnie do środka! Pogadamy na spokojnie! - milczenie zdawało się opanować cały dom - Kami! Mam cię wyciągnąć stamtąd siłą?! - dalej to samo. - Sama tego chciałaś! - właśnie w tym momencie drzwi się uchyliły i nim chłopak zdążył się zorientować tuliła się do niego burza blond włosów, tak bardzo podobnych do jego. Wziął dziewczynkę na ręce po czym skierował się do salonu siadając na kanapie i usadawiając siostrę na kolanach.
- Czego się boisz, Kami? Na części pisemnej poradziłaś sobie świetnie! - zaczął rozmowę.
- To Las Śmierci, aniki. Na dodatek nie będziemy mogli używać chakry! - strumień łez wylał się z niebieskich oczów młodej Namikaze.
- Tylko tym się przejmujesz? - zdziwił się jounin. Zadaniem tegorocznych geninów, chcących zostać chunninami jest prześć przez Las Śmierci bez pomocy chakry. Nie wydawało mu się to zbyt trudne, zwłaszcza dla Kami. Była szybka, zwinna i sprytna. Czego więcej potrzeba?
- Tylko?! Ty nic nie rozumiesz. - mała zeskoczyła mu z kolan i zaczęła chodzić w kółko. - Bez chakry! Opierać się na sile swojego ciała! Moim atutem jest szybkość wzmocniona właśnie chakrą! Ale w Lesie bardziej przyda się siła, której mi brakuje! Nawet przy rzutach shurikenami używam chakry! - więc tu tkwił problem. Jakby spojrzeć na to z tej strony Kami rzeczywiście stała na przegranej pozycji, ale Minato w nią wierzył, nie mógł pozwolić się jej poddać, na pewno nadrobi siłę techniką.
- I to jest powód! Ty potrafisz ruszyć głową, uwierz w siebie! - puknął ją lekko w czoło, jednak dziewczynka dalej nie wyglądała na zadowoloną. Postanowił zagrać inaczej.
- Kakashi na pewno by nie zrezygnował. Nawet kpiłby z twojej postawy. Najwyżej powiem mu, że stchórzyłaś. - Minato wstał i ruszył do wyjścia. Tylko czekał na...
- Hej, stój! Kto powiedział, że odpuszczam! Za dziesięć minut będę gotowa! - blondynki już nie było w salonie. Chłopak czekał właśnie na to. Uśmiechnął się triumfalnie i poszedł zrobić śniadanie dla siostry.

Dochodziła godzina ósma trzydzieści, kiedy najmłodsza z rodu Namikaze szła w stronę Lasu Śmierci. Miała jeszcze dobre pół godziny, gdy nagle wśród tłumów dostrzegła szarą czuprynę. Z gracją godną kota wskoczyła na dach po czym równie zwinnie wylądowała obok młodego chłopca, o jakieś dwa lata starszego od niej.
- Co ty tu robisz? - burknął na przywitanie.
- Dziwię się, że cię przepuścili, Hatake. - odparła z głową wysoko uniesioną do góry. O, nie! To nie w jej stylu! Nie da sobie w kasze dmuchać!
- To samo mogę powiedzieć o tobie, młoda. - zripostował szaro włosy  Dziewczynka przyjrzała mu się dokładnie. Włosy jak zawsze wygrywały z prawem grawitacji, ciemne oczy nawet nie raczyły na nią spojrzeć, czarny uniform świadczył o gotowości do zadania.
- Raczej nie sądzę, dobrze wiesz, że sprawdziany to dla mnie drobnostka. - odpowiedziała dumnie.
- Może i tu masz rację, ale jakim cudem w ogóle wpuścili na sale takie chucherko. - chłopiec lekko się uśmiechnął widząc, że blondynka wygląda jakby miała się na niego rzucić. Trafił w jej czuły punkt.
- Wiesz Kakashi, teraz to ty masz słuszność. - tymi słowami bardzo zaskoczyła Hatake. - No, ale wiesz, egzaminatorzy to najlepsi ninja, umieją gołym okiem rozpoznać taki talent jak mój. - zaśmiała się cicho. Rzadko kiedy używała przechwałek przy kłótniach, ale dla Kakashiego często brakowało jej odpowiedzi.
- Jejku, zaraz się pozabijacie. - dobiegł ich głos Itachiego Uchihy. I Kami i Kakashi uśmiechnęli się na jego widok, był on przyjacielem obojga.
- To nie ja zaczęłam! - burzyła się Namikaze.
- A właśnie, że ty! - sprostował Kakashi.
- No tak, Pan Idealny nie mógłby złamać zasad dobrego wychowania, dopóki ja nie zrobię tego pierwsza! - szykowała się kolejna kłótnia. Ludzie zaczęli schodzić im z drogi. Każdy mieszkaniec Konohy wie, że jeśli zaczyna się bitwa Namikaze vs Hatake, należy usunąć się z pola rażenia, bo poleje się krew.
- Oj dajcie spokój! I tak każdy wie, że ja jestem najlepszy! - wypowiedział się Itachi, przy czym dla efektu poprawił swoje czarne włosy.
- Pff! Narcyz Uchiha! Tak powinieneś się nazywać. Przekonajmy się! Kto pierwszy ten lepszy! Widzimy się przed Lasem Śmierci! - Kami już nie było. Przecież to był ich kolejny wyścig na "śmierć i życie".

- Wleczecie się jak ślimaki. - mruknęła blondynka losując numer bramy, z której wystartuje. Jej koledzy nie wyglądali na zadowolonych. Jak zwykle przegrali. Jedno trzeba było przyznać, Kami Namikaze nie miała sobie równych w szybkości, ale czego można było się spodziewać po siostrze Żółtego Błysku.
- Jakie macie numery? - spytał Itachi, który zdążył pogodzić się z porażką.
- Siedem. Może być. - odparła niebieskooka.
- Czterdzieści trzy, a ty? - powiedział Kakashi przygaszonym tonem. " Teraz widać kto nie umie przegrywać" pomyślała Kami.
- Dwadzieścia osiem. - westchnął Uchiha - To do zobaczenia za trzy dni. - każdy ruszył w swoją stronę.

~*~

- I co było dalej?! Dopiero historia się rozkręcała! - wrzeszczała Itami obskakując ojca dookoła.
- Zaraz opowiem dalej. Tylko... - zaczął się tłumaczyć Itachi. Mimo bólu jaki przynosiły wspomnienia zmarłej żony lubił o tym rozprawiać. Miał wtedy pewność, że o niej nikt nie zapomni, a ona zdawała się być wtedy naprawdę blisko.
- Tylko, co? - dopytywała się młoda Uchiha.
- Zobaczyłem zająca... - roześmiał się Itachi. Córka spojrzała na niego niezrozumiale.
- Chyba musisz być zmęczony, tato. Co śmiesznego jest w jakiś tam uszatych zwierzakach?! - zirytowała się Itami.
- Zrozumiesz, gdy usłyszysz historię do końca...

~*~

Kami pewnym krokiem weszła do Lasu Śmierci. Od teraz miała trzy dni, aby dotrzeć do wierzy, która znajdowała się w sercu Lasu. Iść przed siebie, nic prostszego  Musiała przyznać, wysokie ciemna drzewa wydawały się trochę straszne i mroczne, a gigantyczne robale były naprawdę obrzydliwe, ale nie bała się. Z zadowoloną miną człapała po prostej ścieżce, aż do momentu, kiedy zdała sobie sprawę, że chodzi w kółko. Wcale jej się to nie uśmiechało, zwłaszcza, że straciła już dwa dni drogi.
- Itachi i Kakashi na pewno są już na miejscu. - rozmyślała. Rozejrzała się dookoła. Nigdzie nie było widać innych uczestników, ani zwierząt. Z jednaj strony dobrze, bo była bezpieczna, ale z drugiej ile można żyć w samotności. Z czasem każdy oszaleje. Na dodatek pomyliła plecaki i zamiast bagażu przygotowanego z myślą o egzaminie, wzięła torbę z marchewkami, którymi miała nakarmić zające. Westchnęła głęboko. Ile można jeść to pomarańczowe ohydztwo ! Coś w krzakach nagle się poruszyło. Rzuciła w tamtą stronę kunai i natychmiast czmychnął stamtąd uszaty skoczek. I wtedy w jej głowie pojawił się pomysł.

Do końca egzaminu zostały niecałe dwie godziny. Minato naprawdę zaczynał się denerwować. Umówił się z innymi jouninami, że to właśnie on przywita Kami, ale ona jeszcze się nie pojawiła. Itachi i Kakashi zjawili się zaledwie pięć godzin po rozpoczęciu testu. Podejrzewał, że jego siostrze nie zajmie to więcej czasu, ale kiedy odkrył, że zostawiła swój pakunek w domu zaczął się martwić. Spojrzał na zegar. Jeszcze pół godziny. Z przejęcia zaczął krążyć po wierzy. Co chwila zerkał za okno. W duchu już wymyślał słowa jakimi pocieszy dziewczynkę, kiedy minutę przed czasem dobiegł go znajomy krzyk radości. Szybko zbiegł przed wejście do budynku z numerem siódmym. Itachi i Kakashi stali już na miejscu z lekkimi uśmiechami.
- Zaliczone! Zdałaś! Czas kończy się właśnie teraz. - powiedział Minato przerywając okrzyki siostry. Przyjrzał się jej środkowi transportu. Osiem zająców zaprzężonych było do małego powoziku zrobionego z gałęzi. Teraz zwierzęta zajadały marchewki, które były przyczepione do kija przypominającego wędkę. Z błyskiem w oku spojrzał na Kami. Miał rację. Wystarczy ruszyć głową. Żaden siłacz nie wpadłby na pomysł, aby dojechać do wierzy w zajęczym zaprzęgu. Aby dokonać czegoś takiego trzeba było się nazywać Kami Namikaze!

~*~

Śmiech młodej Uchiha rozbrzmiewał w całej Konoha. Słońce już dawno zaszło ustępując miejsce swojemu znajomemu, Księżycowi. Noc była czasem, kiedy umarli wracali do życia. Itachi właśnie zobaczył ducha... ducha swojej żony... w swojej córce. Uśmiechnął się lekko. Itami była taka ja jej matka. Urocza, zabawna, zgryźliwa, mądra, pomysłowa i zaskakująca. Uważajcie egzaminatorzy! Tego roczny test na chuunina zapowiada się naprawdę ciekawie!

________________________________________________________
Wiem, wiem, wiem... Wy tu czekacie na rozdział, a ja znowu one - shoty dodaje. Wybaczcie, ale zbliża się scena walki, a ja najzwyczajniej w świecie boję się, że sobie nie poradzę z tym tematem i dlatego tak się ociągam z napisaniem nowego rozdziału. Ale mam nadzieje, że chwilowo jesteście zadowoleni. Miłego tygodnia!

Tak sobie wyobrażam Itami: